Byle nie popsuć

Autor: Magnus Franklin from London, United Kingdom (Junior football) [CC-BY-2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0) ], undefined

2-3 temu w Polsce miało miejsce szkolenie dla trenerów „Akademia Orlika”. Prowadzili je dwaj wysokiej klasy specjaliści: Joan Vila Bosch oraz David Hernandez. Obydwaj Panowie pracują w Barcelonie i jej okolicach. Byli/są związani z FC Barceloną oraz Katalońskim Związkiem Piłki Nożnej. Prowadzą wiele projektów, jeżdżąc z nimi po całym świecie i edukują trenerów. My, Polacy mieliśmy niewątpliwe szczęście, że mogliśmy ich u siebie gościć(podziękowania należą się sponsorowi, bankowi BZ WBK). Wiedzą przekazana przez nich jest bezcenna, tym bardziej, że całe szkolenie było nagrywane i przy odrobinie trudu, cierpliwość i poszukiwań przez znajomych, można je mieć u siebie i obejrzeć. Zajęcia odbywały się przez 5 dni i były podzielone na część teoretyczną oraz praktyczną. Obie były ściśle ze sobą powiązane. Już sama formuła prowadzenia wykładów odbiegała od tego, co bardzo często widzimy i stosujemy w naszym kraju. Trenerzy, którzy zostali wytypowani do tego szkolenia, sami wymyślali i konstruowali ćwiczenia dotyczące wcześniej omawianego zagadnienia. Dopiero na tych przykładach David i Joan pokazywali co jest dobrze, co można zrobić lepiej itd. Zadawali dużo pytań( czyżby nauczanie przez odkrywanie? 🙂 ), wymagając od uczestników pełnego zaangażowania i zrozumienia. Jeśli jesteś trenerem, bardzo zachęcam do obejrzenia tego szkolenia.

Jedna rzecz, którą usłyszałem od gości z Barcelony nie dawała mi spokoju. Hiszpanie w pewnym momencie powiedzieli takie oto słowa(przytaczając wypowiedź trenera przygotowania fizycznego w FC Barcelona Paco Seiurl-lo, pracującego tam od 20 lat): „piłkarze nauczą się grać w piłkę nożną, niezależnie od tego jak z nimi pracują trenerzy(…) Jeśli piłkarz ma talent na pewno będzie grał w pierwszej drużynie. Jeśli Bojana albo Messiego trenowalibyśmy dobrze czy źle, nie ma to znaczenia. Grają w pierwszej drużynie, bo mają talent. Pytanie jest tylko czy z tym czego się nauczyli, dojdą do limitu swoich możliwości, do najwyższego poziomu”.

Dało mi to bardzo do myślenia. Zastanawiałem się i nie potrafiłem zrozumieć, jak tacy wybitni trenerzy, którzy mieli możliwość pracowania z najlepszymi zawodnikami świata(np. Xavi) głoszą takie tezy, w pewnym stopniu kopiąc dołek pod zawodem trenera i własną pracą. Prowadzenie chłopców w Królewskich, rozmowy z ich rodzicami, drążenie tematu „talentu”(czyli czym on jest, skąd się bierze itd.) pomogły znaleźć rozwiązanie mojej zagadki.

Zgodzimy się, że bez względu na to, co uważamy za „talent”, musimy włożyć mnóstwo pracy, żeby osiągnąć sukces. Nie ma drogi na skróty aby stać się wybitnym na skalę światową w jakiejś dziedzinie życia. Nie inaczej jest w piłce nożnej. Nie znajdziemy magicznej tabletki, którą zażyjemy jednego dnia, a po obudzeniu się drugiego, jesteśmy kompletnym piłkarzem. Jeśli nie spędzimy odpowiedniej ilości godzin z piłką przy nodze, dodatkowo ukierunkowani przez trenera w klubie, nie mamy prawa zostać profesjonalnym piłkarzem europejskiej bądź światowej klasy.

Podczas rozmów między szkoleniowcami naszego klubu doszliśmy do wniosku, że my- sami nie jesteśmy w stanie wychować i wyszkolić „topowego” piłkarza. Skąd taka teoria i zrzucanie z siebie odpowiedzialności? Jak mawia mój kolega Mariusz: „możesz doprowadzić konia do wodopoju, ale nie zmusisz go do tego, żeby się napił”. Trening 8-letniego zawodnika w klubie, to 3 godziny w tygodniu(2 x 1,5 h). Jest to zdecydowanie za mało, żeby myśleć o karierze zawodowego futbolisty. Parę razy więcej wysiłku chłopiec musi wykonać w domu(oglądając mecze w tv, grając w piłkę nożną na konsoli), na podwórku(gra z kolegami według uproszczonych, swoich zasad) czy w szkole(wf-y, sks-y). Trener może tylko pomóc zawodnikowi stać się lepszym/najlepszym, a tylko od tego drugiego zależy czy tak będzie. Zwróćcie więc uwagę jak ważne jest uświadomienie już 8-latka i jego rodziców, że tylko ciężką pracą można dojść na szczyt.

Wracając do słów Paco, jest w nich dużo prawdy. Bojan, Messi czy inny bardzo dobry zawodnik spędzili mnóstwo czasu z piłką w różnych miejscach(wystarczy poczytać ich biografie). W klubie zostali tylko ukierunkowani w tym co kochają robić. Doszliśmy więc do tego, że rola trenera nie jest kluczowa. Być może w przypadku bardzo inteligentnych i spostrzegawczych zawodników nawet zbędna. Jednak nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy chłopiec grający na podwórku i szkole przez 10 lat, nagle trafia do FC Barcelona i debiutuje w pierwszym zespole. Przechodząc przez kolejne stopnie szkolenia w klubie, dziecko będzie mieć do czynienia z różnymi trenerami. I dotknę teraz sedna, którym chciałem się z Wami podzielić w tym wpisie. „Trener podczas swojej pracy może więcej popsuć niż zrobić dobrego”– to słowa Kamila Wojkowskiego. W pełni się z nimi zgadzam. Mówimy tutaj szczególnie o polskich warunkach i realiach. Dzieciaki uczą się grać wszędzie, sami podejmują decyzje, rozwiązują konflikty, dostrzegają pewne rzeczy, podpatrują najlepszych w tv, a my na treningach krzyczymy na nie, każemy im podawać, nie dajemy miejsca na popełnianie błędów itd. Ja ze swojej strony do słów Kamila dodałbym: „Trener żeby nie psuć, musi mieć ogromną wiedzę, otwarty umysł i umiejętność analizy.”. Powinniśmy więc uczyć się, doszkalać, analizować, dyskutować przez całą trenerską karierę.

Podsumowując, na moim przykładzie możecie zobaczyć jak ważne jest, żeby słuchać uważnie i analizować wypowiedzi ludzi pracujących z najlepszymi. Po zapoznaniu się ze słowami Davida, mogłem nie zawracać sobie nimi głowy, uznać, że to jakieś głupoty. Jednak dociekanie, chęć zrozumienia, doprowadziły mnie do pewnych wniosków, które dużo mi wyjaśniły, z czego bardzo się cieszę ponieważ znowu zrobiłem trenerski krok do przodu.

PS Od rodziców moich podopiecznych dowiedziałem się, że niektórzy mają po 9 piłek w domu, bramki na podwórku itd. Jestem więc o nich spokojny. Teraz ja muszę dać z siebie 100%, żeby nie zaprzepaścić tego, co wypracowali sami poza zajęciami w klubie.

Dodaj komentarz