Do czego prawo ma dziecko?

img_15301

KS Królewscy Płock – gra „uliczna”. Wybór składów, sędziowanie itd., wszystko w rękach dzieci – samodzielność

Dużo obserwuję dzieci, a przede wszystkim ich rodziców, opiekunów jak również trenerów. Nie piszę tylko o osobach z mojego klubu KS Królewscy Płock, ale również zupełnie nieznanych, spotykanych przypadkowo na placach zabaw, pływalniach, plażach, boiskach czy w innych miejscach. Brak zrozumienia dzieci powoduje, że w wielu przypadkach najmłodsi są przez nas, starszych, mocno ograniczani. W tym tekście chcę przedstawić 10 nietypowych praw, do których my dorośli utrudniamy dzieciom dostęp myśląc, że robimy to dla ich dobra.

Dzieci powinny mieć prawo do:

  1. Choroby/kontuzji – pisałem już wielokrotnie, że w naszym klubie nie trzymamy dzieci pod kloszem. Na jesieni trenujemy na dworze jak najdłużej się da (nawet przez całą zimę), a na wiosnę wychodzimy najszybciej z hal i spod balonów. Zajęcia w takich warunkach pogodowych hartują organizm, podnosząc jego odporność na choćby zmiany temperatury. Jeśli zadbamy o wszystkie podstawowe czynności przed i po treningu, dziecko nie powinno zachorować. Jednak na pewno zdarzy się tak, że w skutek niewyspania, zmęczenia, złego jedzenia młody zawodnik złapie jakąś infekcję. Katar, kaszel, gorączka – to naturalne metody walki organizmu z atakującymi go bakteriami, wirusami.  Jest to coś zupełnie normalnego, a nawet wskazanego, ponieważ organizm uczy się walczyć w takich sytuacjach. Im częściej musi się z nimi zmagać, tym lepszą ochronę zbuduje na przyszłość.
    Złamana ręka,noga… no cóż zdarza się. Aktywne, energiczne dziecko, które eksploruje świat, jest narażone na uszczerbki zdrowotne. One były, są i będą.
  2. Spędzania czasu na dworze – bez względu na pogodę, porę roku czy dnia, dziecko powinno przebywać na dworze. Niestety czasy się zmieniają i coraz rzadziej można zobaczyć watahy dzieci biegających po osiedlach i podwórkach. W starszych blokowiskach nie jest jeszcze najgorzej, ale już w nowych, pięknych, odgrodzonych  osiedlach sytuacja wygląda źle. Rodzice, wracając zmęczeni po pracy, sami spędzają czas tylko w domu i tym samym dzieci ich naśladują. Prowadzi to nas wszystkich do nadwagi, wad postawy, apatyczności, braku energii czy problemów z błonami śluzowymi (wskutek suchego powietrza). Mniej rozmawiamy z ludźmi, nasze dzieci gorzej się socjalizują, bo mają mniej kontaktów z rówieśnikami. Zamknięci w czterech ścianach zanurzamy się w wirtualnym świecie ponieważ jest nam tak wygodniej.
  3. Bycia brudnym – znacie to? Mydła zabijające 99% bakterii, wszechobecne nawilżane chusteczki, łazienki czyszczone tonami chemii, płyny do naczyń i wiele innych. Ma być sterylnie, czyściutko i pachnąco. Czasami wręcz przerażające jest to jak rodzice próbują ograniczyć dostęp swoich pociech do bakterii. Gdy byłem dzieckiem wiele razy skaleczyłem się i nigdy nie pomyślałem o żadnej dezynfekcji, piłem wodę z kałuży, jadłem owoce prosto z drzewa brudnymi rękami, bawiłem się w niewymienianym przez kilkanaście lat piasku, nieraz umazałem się w psiej kupie na trawniku… i co? I żyję, mam się dobrze i nie zdarza mi się chorować, nie mam bóli głowy, żołądka czy innych narządów, nie zmagam się z żadną alergią. Brud ma w naszym życiu ważną rolę do odegrania i nie trzeba się go bać.
  4. Popełniania błędów – w życiu jak i na boisku błędy nas czegoś uczą. Dzieje się tak wyłącznie wtedy kiedy wiemy, że je popełniamy, a później wyciągamy z nich wnioski. Trenerzy, rodzice, opiekunowie nie powinni więc piętnować niepowodzeń, ale zwracać uwagę najmłodszych na nie i rozmawiać z nimi o możliwych, lepszych rozwiązaniach danej sytuacji w przyszłości. Krytyka dziecka za popełniony błąd prowadzi do nadmiernego stresu oraz blokady i bierności np.”nie będę dryblować, bo gdy to robię, trener za każdym razem na mnie krzyczy”
  5. Samodzielności – im dziecko starsze tym więcej obowiązków powinno przejmować od rodziców. Niedopuszczalne jest noszenie za dzieckiem torby na trening. Nie widzę też sensu odprowadzania małego zawodnika pod samą furtkę orlika. Jeśli wysadzimy go z samochodu w bezpiecznym miejscu, to może bez żadnych przeszkód dojść sam. Chodzenie za dzieckiem krok w krok, mówienie mu w co się ma ubrać, wmuszanie jedzenia, ograniczanie wolności („nie biegaj, bo się przewrócisz”) – to przykłady na limitowanie samodzielności. Oczywiście nie chodzi mi o to, żeby zostawić dziecko same sobie i się nim nie interesować. Ważne jest, aby obserwować poczynania najmłodszych z „tylnego siedzenia”, reagować w przypadku niebezpieczeństwa, poważnego zagrożenia życia lub zdrowia (np. zabawa nożem bez nadzoru), a resztę pozostawić im samym. Niech robią po swojemu.
  6. Nudzenia się – wiele dzieci nie ma czasu na nudę. Rodzice organizują im mnóstwo dodatkowych zajęć. Języki obce, gra na instrumencie, zajęcia robotyki, zajęcia sportowe itp. Nie ma w nich nic złego jeśli nie wypełniają w 100% czasu wolnego dziecka. Okres nudy jest wbrew pozorom bardzo wskazany dla najmłodszych, ponieważ wpadają one w stan rozmarzenia, który wiąże się ze stymulacją kreatywnego myślenia. Wtedy właśnie powstają nowe pomysły, zabawy itp.
  7. Średnich ocen w szkole – wyznaję zasadę, że każdy trenujący powinien radzić sobie w szkole na tyle, aby oceny nie przeszkadzały w uprawianiu piłki nożnej. Chodzi mi o takie sytuacje, w których zawodnik wskutek lenistwa i zaniedbania musi poprawiać oceny, omijając treningi. Na pewno w szkole można nauczyć się wielu pożytecznych rzeczy jak choćby liczenie procentów na matematyce czy pisanie pism na języku polskim, z których będziemy korzystać w życiu dorosłym. Z drugiej strony wpycha się nam do głowy mnóstwo nieprzydatnych rzeczy. Nie widzę więc sensu, aby dziecko wypruwało sobie żyły tylko po to, żeby mieć dobre stopnie. Nie nauczą go one prowadzić biznesu, kontrolować emocji czy komunikować się z innymi ludźmi. Można mięć piątki z języka angielskiego, a z drugiej strony olbrzymią barierę mówienia i nie wykrztusić z siebie słowa. Nie trzeba także być dobrym ze wszystkich przedmiotów, warto ukierunkować energię na to co lubimy i w tym się doskonalić, a pozytywne oceny będą pochodną tego procesu. Na pozostałe dziedziny wystarczy przeznaczyć niezbędne minimum.
  8. Realizowania pasji – wydaje się to wręcz irracjonalne ponieważ w głowie się nie mieści, że rodzice ograniczają dziecku prawo do tego co kocha robić. A jednak. Widziałem już kilka przypadków, gdy mama z tatą zagonieni realizacją swoich karier nie byli w stanie zapewnić dziecku środowiska do rozwoju piłkarskiego poza treningami i jego potencjał był marnowany. E-sport rozwija się w szalonym tempie, ale dorośli tego nie rozumieją i nie dopuszczają myśli, że to może być zawód ich pociechy. Zamiast zainteresować się tym, narzucają szlabany na konsole, komputery i telefony. Zdarzają się tatowie, którzy nie przyprowadzają dziewczynki na piłkę nożną, bo ubzdurali sobie, że będzie miała krzywe nogi w przyszłości. Przykładów, kiedy to my „wapniaki” wiemy lepiej co dla dziecka jest dobre, można by mnożyć. A jego zdanie…mało ważne.
  9. Do bycia niegrzecznym/niesfornym – dzieci z jednej strony przychodzą na trening, aby uczyć się m.in. reguł, zasad, porządku, z drugiej strony zajęcia mają przynosić im radość. Nie można ich więc włożyć w ramy musztry wojskowej ponieważ nie będzie to dla nich przyjemne. Wizyta w toalecie po 10 minutach treningu mimo wcześniejszego przypominania, zostawione rękawice bramkarskie czy woda w szatni, przewracanie się o własne nogi, zbyt słabo wiązane sznurowadła, wygłupy, szturchanie się, setki zadawanych pytań, zaplątywanie się w siatkę i wiele innych – wszystko to jest nieodłącznie związane z dziećmi.
  10. Chwil słabości – dziecko nie będzie wchodzić podczas każdego treningu na wyżyny swoich umiejętności ani strzelać po dziesięć bramek w meczu. Często nawarstwiające się emocje podczas spotkania z dobrym przeciwnikiem, który nie pozwala na wiele i gra agresywnie, powodują bezsilność i płacz. Jeden dzień może być wybitny, drugi dużo gorszy. Przez 3 miesiące młody zawodnik będzie rozwijać się wspaniale, przez kolejny okres słabiej. W nauczanie elementów ofensywnych będzie robił bardzo duże postępy, a koncepty defensywne będą szły mu jak „krew z nosa”. Wszystkie powyższe sytuacje jak i wiele innych są naturalne i musimy pogodzić się z tym, że będą występować. Możemy pracować nad wyeliminowaniem przyczyn je powodujących, ale absolutnie nie możemy zabierać dziecku do nich prawa.

Chcemy dobrze, tak to tłumaczę, ponieważ nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś działa na niekorzyść 7,8,9-letniego malca. Jednak ograniczając powyższe prawa marnujemy mnóstwo potencjału młodych ludzi, przy okazji wpływając niekorzystnie na ich odporność i zdrowie. Robimy to zazwyczaj nieświadomie, dlatego niniejszym tekstem,  chociaż trochę chcę zmienić ten stan rzeczy. Gdy już przyjdzie świadomość będziemy mogli zabrać się do  wprowadzania zmian. Wierzę, że dzieci nam za to podziękują.

Dodaj komentarz