Ja, świadomy porażki…

file1701347712205Mimo że nie prowadziłem żadnych badań ani nie szukałem zbyt dużo informacji na ten temat, mogę ze 100% pewnością napisać, że nie ma na świecie człowieka, który nie poniósłby porażki. Wiele rozmyślałem o niej w ostatnim czasie i stąd pojawił się pomysł na ten tekst. Do napisania go natchnęła mnie także pewna historia, która wydarzyła się 2 tygodnie temu, po meczu piłkarek nożnych KS Królewscy Płock. O niej za chwilę….

Bardzo często powtarzam, że kluczowa w życiu jest świadomość i zrozumienie tego co się wokół nas dzieje. W wielu sytuacjach wypowiadamy automatycznie zasłyszane gdzieś zadania, nie do końca rozumiejąc i zastanawiając się co one znaczą. Tak też było ze mną. Słyszałem wiele razy, że porażki są bardzo ważne w naszym życiu, ponieważ dzięki nim możemy „urosnąć”, wyciągnąć wnioski, stać się lepszymi. I tutaj czas na zapowiadaną powyżej historię, dzięki której poczułem na własnej skórze, o co w tym wszystkim chodzi. Nadeszło „olśnienie”.

24 września piłkarki z naszego klubu rozegrały ligowy mecz z Wilgą Garwolin. Spotkanie zakończyło się rezultatem niezbyt radosnym dla nas. Przegraliśmy 2:3. Był to trudny mecz, chociaż nadal uważam, że przy takim poziomie jaki prezentują Królewskie, nie powinny zdarzać się wpadki tego rodzaju. Mimo kontrolowania boiskowych wydarzeń, prowadząc 2:1 daliśmy sobie strzelić 2 bramki. Po ostatnim gwizdku nie tylko ja czułem się cholernie źle w środku. Myślę, że trener jak i zawodniczki przeżywały dokładnie to samo. Dawno nie byłem tak zły i rozżalony. Miałem problem, żeby sobie to wszystko poukładać Nie mogąc za bardzo pogodzić się z przegraną, usiedliśmy wieczorem z trenerem, Adrianem Piankowskim do analizy meczu.
Spotkanie było dobre w naszym wykonaniu. Utrzymywaliśmy się przy piłce, budowaliśmy składne akcje, przeciwstawiliśmy nasz spryt sile fizycznej przeciwniczek. Jednak patrząc na spotkanie przez pryzmat wyniku, zaczęliśmy dostrzegać wiele elementów wymagających poprawy. A to ustawienie ciała było nie takie, a to przyjęcie piłki złą nogą, a to zbyt wąskie ustawienie skrzydłowej czy brak ich wsparcia przy budowaniu ataku pozycyjnego. Było tego naprawdę dużo. I nagle do mnie dotarło…

Gdyby ten mecz był wygrany, prawdopodobnie na większość tych rzeczy nie zwrócilibyśmy uwagi.W dużej mierze zalałaby nas fala podniety, zachwytu i podziwu. Natomiast złość i żal po przegranej spowodowały nasz krytycyzm i chęć dojścia do tego, dlaczego przegraliśmy. Byliśmy skoncentrowani, uważni, wyczuleni na szczegóły. Porwała nas chwila, nic innego się nie liczyło. Chcieliśmy jak najlepiej wykonać swoją pracę, aby pomóc w przyszłości naszym podopiecznym, wyjaśnić im co poszło źle i jak możemy to wspólnie poprawić.

Sukces usypia najlepszych. Gdy wygrywasz 18 zespołową ligę, masz potencjalnie 17 drużyn, które po zakończeniu rozgrywek zrobią wszystko, aby poprawić swoją grę na tyle, abyś następnym razem uznał ich wyższość. Jako zwycięzca masz dużo trudniej zauważyć i zdiagnozować mankamenty w tym co robisz, bo nie masz zbyt dobrego punktu odniesienia. Owszem, popełniałeś błędy, ale mimo wszystko byłeś najlepszy. Więc czy jest sens je poprawiać, a jeśli tak, to jak to zrobić? Może nie są one tak ważne? Po co to robić jak jestem najlepszy? A może to nie były błędy? Musisz sam zauważyć obszary swojego rozwoju, a nie mając porównania do kogoś lepszego nie jest to takie  łatwe do zrobienia.

Myślę, że właśnie dlatego często słyszymy, że dużo trudniej jest zostać na szczycie niż na niego wejść. Na każdego przyjdzie kiedyś pora. W dobie dzisiejszej konkurencji, coraz trudniej utrzymywać się na topie, ponieważ wielu ma ambicje, chce się wybić, być najlepszym, osiągnąć sukces. Porażka jest naturalną koleją rzeczy i przyjdzie prędzej czy później. Myślę, że nie powinniśmy się na nią przygotowywać, bo może to osłabić naszą wrażliwość, czujność, skrupulatność. Żal, gniew czy beznadziejne samopoczucie musi wystąpić, bo gdy przekujesz je w chęć działania, dadzą Ci niesamowitego kopa. Im większej prędkości nabierzesz spadając w dół, tym wyżej jesteś w stanie się odbić.

Nie chce się cieszyć z porażek, jestem po prostu za nie wdzięczny. Nie pozbawię się momentów goryczy i przeżywania, bo przez to trzeba przejść, żeby działać ze zdwojoną siłą.

Kolejny raz obudziłem się w życiu. Życzę sobie jak i Wam, aby ten proces trwał, bo świadomość tego, że postawiło się kolejny krok w osobistej ewolucji jest fantastycznym przeżyciem.

PS Nie pamiętam gdzie przeczytałem te słowa, ale utkwiły mi w pamięci: „Każda porażka jest początkiem sukcesu, a każdy sukces początkiem porażki”. I co Wy na to?

Dodaj komentarz