Po Półmaratonie Dwóch Mostów

6 km. Widać, że dobrze się czułem 🙂
Fot. Tomasz Miecznik / Portal Płock

Półmaraton Dwóch Mostów– ta impreza sprawiła, że zacząłem traktować bieganie poważniej niż do tej pory. Kupiłem specjalne buty, ubrania, zacząłem czytać w internecie, gromadzić informacje, nabyłem pierwsze książki, a co najważniejsze pojawił się ciężki trening biegowy.

Pierwsza edycja ww. imprezy był to mój debiut w zawodach biegowych. Bez specjalnego przygotowania na trasie dałem z siebie wszystko łamiąc 1.30. Wynik ten uplasował mnie na 16 miejscu w kategorii Open i sprawił, że złapałem bakcyla. Nie było ważne, że leżałem dysząc na zimnej kostce brukowej zaraz za linią mety. Najważniejsza była walka z samym sobą, przełamywanie kolejnych barier i słabości.
Przedwczoraj wziąłem udział w drugiej edycji płockiego półmaratonu. Strasznie się cieszę, że jest taka impreza w moim rodzinnym mieście. Zupełnie inaczej biega się w „domu”, gdzie zna się każdy metr trasy(oczywiście jeśli się tam trenuje) i nie czuje się tej niepewności, co w startach w innych miejscowościach. Wytyczony szlak, mimo że trudny, biegnie przez tereny, które osobiście bardzo lubię i dobrze się tam czuję.
Za dwa tygodnie wystartuję w 35.Maratonie Warszawskim. 2.PDM był dla mnie formą przetarcia się, sprawdzenia tego co wypracowałem na ciężkich treningach oraz poczucia atmosfery startowej i rywalizacji. Nie chciałem popełnić tego samego błędu co przed Orlen Warsaw Marathon, na który pojechałem w ciemno, nie wiedząc tak naprawdę na co mnie stać. Więcej o moich przeżyciach z pierwszego królewskiego dystansu w moim życiu, a także o błędach jakie popełniłem możecie przeczytać tutaj: Orlen Warsaw Marathon, Błędy debiutanta.

Bardzo lubię wieczór poprzedzający „domowy” start. Zawsze dzień wcześniej chwilę przed zamknięciem biura zawodów odbieram pakiet startowy, wracam do domu(piechotą gdyż nie mam daleko), przygotowuję ubiór i buty, jem makaron, popijam wodę i spędzam czas na wizualizacji trasy i przeglądaniu internetu. Z racji tego, że sobotę miałem dość zajętą, na rozruch wyszedłem dopiero po godzinie 21. Szczerze to nie wiedziałem czy dobrze robię, przebiegłem około 5 km, włączając w to kilka 100 metrowych przebieżek. Trochę się niepokoiłem brakiem niepokoju. Zero nerwów, żadnych negatywnych myśli. Czułem tylko podekscytowanie i chciałem już pobiec. Chyba podświadomie czułem, że ciężkie treningowa praca przyniosła oczekiwane rezultaty. Nie miałem żadnych problemów z zaśnięciem.

4000m do końca. Kilometr przed morderczym podbiegiem(50 metrów przewyższenia na 2 km).
Fot. Michał Karasiewicz

Teraz trochę o samym biegu… Idealna jak dla mnie pogoda- 15 stopni, pochmurno, wilgotno. Chociaż konferansjer(Łukasz Grass) mówił przez mikrofon, że zawodnicy uskarżali się na podmuchy wiatru, ja nie czułem ich w ogóle. Nawierzchnia trasy także nie sprawiała mi problemów. Biegałem tamtędy dziesiątki razy więc wiedziałem czego mogę się spodziewać, nawet po opadach deszczu. Celem było 1.25. Jeśli pobiegłbym 30 sekund wolniej, również byłbym bardzo zadowolony. Na starcie stanąłem w drugim albo trzecim rzędzie. Po wystrzale pistoletu pozwoliłem się jednak wyprzedzić wielu zawodnikom, bo nie miałem zamiaru się przepychać ani ryzykować upadkiem. Wiedziałem, że większość z nich i tak zostanie za mną. Nie przejmowałem się niczym i po prostu biegłem swoim, założonym tempem, a nawet trochę szybciej. „Dyszka” 40 minut z sekundami. Na początku drugiego okrążenia czułem, że wynik będzie znakomity. Miałem rezerwy i chciałem przyspieszać. W pewnym momencie zaczęły pojawiać się w mojej głowie myśli, że być może nie wytrzymam takiego tempa. Nie mam pojęcia skąd one się wzięły, gdyż nie było żadnych przesłanek za takim rozwojem sytuacji. Chwila wewnętrznej walki z sobą i usunąłem czarne chmury z mojego umysłu. Biegłem i cieszyłem się z tego, że tak dobrze mi idzie. Dodatkowo sił dodała mi moja mama głośno dopingując na trasie(mamo, jesteś super kibicem 🙂 ) oraz świadomość, że czekają na mnie na mecie piłkarki z mojego klubu(Pomarańcze, dzięki za wsparcie 🙂 ).
Tak jak w zeszłym roku, udało mi się rozłożyć idealnie siły. Mądre rozpoczęcie pozwoliło na coraz szybszy bieg aż do samego końca. Zawody ukończyłem w czasie 1.22.33 czyli 6,5 minuty szybciej niż w 2012 roku. Dało to 24 miejsce w klasyfikacji Open i 5 wśród Płocczan. Jestem strasznie zadowolony i dumny z siebie. Oczywiście sam ten wynik nie przyszedł. Za mną wiele tygodniu mozolnego i monotonnego treningu. Wszystko podporządkowane docelowej imprezie- 35.Maratonowi Warszawskiemu.  Celem jest złamanie 3 godzin i czuje się mocny po tym wyniku z półmaratonu. Jeśli tylko głowa pozostanie spokojna, jestem w stanie to zrobić. Jest jeszcze jeden powód mojej wielkiej radości- od 3 miesięcy jestem wegetarianinem i jak widać na moim przykładzie, mięso nie jest niezbędne do życia oraz coraz szybszego biegania 🙂

Moja kolekcja

Na sam koniec chciałem bardzo podziękować wszystkim, którzy dołożyli od siebie cegiełkę aby ten bieg się odbył- zaczynając od służb sprzątających i oznaczających trasę, poprzez wolontariuszy, organizatorów, a kończąc na władzach miasta, sponsorach i zawodnikach. Gdyby zabrakło którejś z tych grup, półmaraton by się nie odbył. Brawo za kawał dobrej roboty.  Gratulacje dla wszystkich biegaczy, którzy ukończyli bieg. Do zobaczenia za rok! 🙂

PS A tymczasem witaj Warszawo. Operacja MW zbliża się ku końcowi 🙂

2 myśli nt. „Po Półmaratonie Dwóch Mostów

    • Przykładowy tydzień moich treningów ze środka przygotowań:
      Poniedziałek 10 km w pierwszym zakresie
      Wtorek 8 km w pierwszym zakresie + podbiegi 10 x 200/200 + 2 km trucht
      Środa 4 km w pierwszym zakresie + 4 x 3 km(tempo 4:05/km) + 2 km trucht
      Czwartek wolne
      Piątek 14 km w pierwszym zakresie
      Sobota 8 km w pierwszym zakresie + rytmy 12 x 40/80 sekund + 2 km trucht
      Niedziela 28 km w pierwszym zakresie

Dodaj komentarz