Porażka > zwycięstwo

IMG_6558

Zawodniczka KS Królewscy Płock po porażce. Fot. Michał Grzembski.

Wracam do jakże ważnego (przynajmniej dla mnie) tematu porażki w szkoleniu dzieci i młodzieży. Dzisiaj chciałbym udowodnić, że przegrane w młodym wieku mają większą wartość szkoleniową niż zwycięstwa. Jak to często bywa, pomysł na ten tekst pojawił się zupełnie przypadkowo w długiej telefonicznej rozmowie o piłce nożnej ze znajomym – Kamilem Wojkowskim.

Zainspirowany konwersacją przeanalizowałem tabele różnych lig kończącego się sezonu 2015/2016. Szukałem drużyn z zerowym bądź ujemnym bilansem zwycięstw. Oto co znalazłem:

  • polska Ekstraklasa – miejsca 7-16 (62,5%)
  • polska I liga – 7 – 18 (66%)
  • polska II liga – 11-18 (44%)
  • hiszpańska Primera Division – 7-20 (70%)
  • angielska Premier League – 9-20 (60%)
  • niemiecka Budesliga – 8-18 (61%)
  • holenderska Eredivisie – 8-18 (61%)
  • belgijska Jupiler Pro League – 7-16 (62,5%)
  • francuska Ligue 1 – 9-20 (60%)

Dla lepszego wyjaśnienia – powyższe liczby oznaczają, że np. w lidze hiszpańskiej zespoły z miejsc 7-20 miały albo równą ilość meczów przegranych i wygranych, albo poniosły w sezonie więcej porażek. Czyli w tym konkretnym przypadku drużyny te stanowiły 70% całej ligi.

Teraz pewnie zastanawiacie się co to ma wspólnego ze szkoleniem… Ano ma i to dużo. Myślę, że wielu z nas trenerów (jeśli nie wszyscy) ma ambicje wychować i wyszkolić zawodnika/-ów topowych europejskich klubów. Chcielibyśmy, aby nasi wychowankowie grali w FC Barcelonie, Realu Madryt, Bayernie Monachium czy choćby w czołowym klubie polskiej ekstraklasy. Rzeczywistość jednak brutalnie weryfikuje takie myślenie, chociaż nikomu nie zamierzam w tym miejscu odbierać marzeń i ambicji. Musimy jednak pamiętać, że tylko promil (czyli jedna tysięczna) lub nawet mniej chłopców zaczynających trenować piłkę nożną dojdzie do profesjonalizmu, a z nich kolejna niewielka część trafi do klubów z dodatnim bilansem zwycięstw.

Jak widzicie z powyższego zestawienia, po maksymalnym uproszczeniu rachunków, średnio w około 60% zespołów z wymienionych lig, zawodnicy przeżywają podczas sezonu więcej porażek niż zwycięstw. I do tych zespołów (jeśli już) w większości będą trafiać nasi wychowankowie. Mając taki obraz sytuacji można zadać sobie parę pytań. A mianowicie:

  1. Czy gdy zawodnik będzie wygrywał istotnie przeważający procent meczów podczas nauki gry w piłkę nożną, zostanie przygotowany na czekające go wyzwania w profesjonalnej piłce? Czy wytrzyma presję w walce o utrzymanie? Czy będzie w stanie się „podnieść” po serii przegranych meczów w środku sezonu?
  2. Czy warto grać „najlepszym” składem, nie dając równej szansy na grę wolniej rozwijającym się, aby wygrywać? Czy aby na pewno jest to z pożytkiem dla naszych zawodników?
  3. Czy warto wykorzystywać np. braki fizyczne przeciwnika i zmieniać styl gry tylko po to, żeby wygrać? (np. wprowadzić wysokiego, silnego napastnika i kopać do niego górne piłki widząc, że oponent ma słabych fizycznie obrońców albo bramkarza)
  4. Kiedy dostrzegamy więcej błędów i niedoskonałości, po zwycięstwie czy po przegranej? ( przeczytajcie tekst „Ja, świadomy porażki”)
  5. Co daje mocniejszy bodziec do poprawy, zwycięstwo czy porażka?

Powyższe pytania mają skłonić do refleksji nad porażką. Osobiście nie lubię skrajności więc nie odczytujcie tego tekstu jako zachęty do ciągłego przegrywania, bo to miałoby także swoje negatywne konsekwencje. Zwycięstwa mają swoje dobre strony m.in. są nagrodą za ciężką pracę na treningach i motywacją do dalszego wysiłku. Jednak mając na uwadze powyższe zestawienie musimy pamiętać jaka jest nasza rola jako trenerów, na co musimy przygotować naszych wychowanków nie tylko w wymiarze fizycznym, technicznym czy taktycznym, ale także mentalnym. Z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że większość z nich przejdzie przez profesjonalne kariery napotykając na swojej drodze więcej rozczarowań, porażek i potknięć. Muszą oni zatem umieć doskonale zarządzać swoimi emocjami i nastrojami podczas momentów kryzysowych. Dla niektórych zawodników mechanizmy to regulujące będą naturalne, a inni będą wymagać pomocy(naszej bądź specjalisty np. psychologa), aby je w sobie wytworzyć. Rolą trenera jest więc stworzenie warunków wymuszających kryzysy. Jednym z nich jest właśnie porażka, której  jako trenerzy tak się boimy, przeżywamy i nie do końca umiemy wykorzystać. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu coś się w tym temacie zmieni i spojrzycie na niepowodzenia trochę szerzej niż tylko w perspektywie obecnego miejsca w tabeli i zdobywanych punktów. Życzę Wam tego serdecznie.

PS Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii na ten temat. Jeśli chcielibyście podzielić się swoimi przemyśleniami bądź podyskutować, zapraszam do komentarzy. Na potrzeby tego artykułu wszelkie obliczenia maksymalnie uprościłem i nie chciałbym rozmawiać o matematyce i przecinkach. Chciałem po prostu pokazać pewną zależność, która wydaje mi się dosyć istotna.

 

2 myśli nt. „Porażka > zwycięstwo

  1. Prowadzę szkółkę. Wiem że porażki to duże przeżycie. Więc polegam na własnych rozmowach z dzieciakami. Dużo tłumaczenia dlaczego dzisiaj ostatnie miejsce a tydzień temu pierwsze. Co drugi Trener za wszedlaa cenę chce wygrać. Presja ze strony trenerów oraz rodziców niektórych dzieci zakrawa na szaleństwo. Np. Dlaczego nie wygraliscie pierwszych dwoch meczy. Mogliście wygrać. Teraz nie zajmiecie pierwszego miejsca. ITD. Moim zdaniem nacisk powinniśmy jednak kłaść na szkolenie niż na rozgrywanie turnieju co tydzień. Zauważyłem że dłuższe nie rozgrywanie żadnych turniejów ma same zalety. Sprawdzianem szkolenia raz na pół roku powinien być mecz treningowy. Turnieje wewnętrzne aby korygować błędy. Chodzi o najmłodsze roczniki od 2008 w dół. Takie jest moje zdanie. Ale moda na to moda. 🙂 trwa i na razie będzie trwała. Który trener lepszy. 😉 Tak naprawdę rywalizacja jest między trenerami nie zawodnikami. Bo dla dziecka w wieku 5 czy 6 lat bez znaczenia jest czy to turniej
    Gdzieś w mieście czy mały wewnętrzny. Dziecko chce tylko grać.

    • Jeśli się pracuje i rozmawia z rodzicami, to prędzej czy później zrozumieją co w procesie szkolenia jest najważniejsze, a wtedy przytoczone powyżej sytuacje nie będą mieć miejsca. Zgodzę się, że najważniejszym elementem szkolenia jest trening jednak rywalizacja na „zdrowych” zasadach jest potrzebna z kilku względów. Oczywiście to też zależy od profilu i założeń klubu, czy jest to tylko miejsce aktywności otyłych dzieci czy może nauczamy piłki nożnej z myślą o dojściu do zawodowstwa. W naszym klubie odeszliśmy od jeżdżenia na turnieje z kilku powodów (które opiszę w jednym z kolejnych tekstów), na rzecz sparingów. Staramy się, aby dzieciaki od U8 rywalizowały 1-2 razy w miesiącu (a jeśli się warunki pozwolą, to nawet częściej).
      Niestety muszę potwierdzić, w większości w Polsce dobry trener dzieci jest postrzegany przez innych jak i samego siebie przez pryzmat wyników. Dobry trener = zwycięstwa, kiepski trener = porażki. Mało kto patrzy jak dany szkoleniowiec wykorzystuje potencjał piłkarzy czy piłkarek, które trenuje.

Dodaj komentarz