Selekcjonerem być…

Autor: Piotr Drabik (Flickr: DSCF7915) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], Wikimedia Commons

Autor: Piotr Drabik (Flickr: DSCF7915)    [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0) ], Wikimedia Commons

Pod koniec tego roku postanowiłem spróbować czegoś nowego w mojej przygodzie z piłką nożną i mogłem poczuć się przez chwilę, trochę jak Adam Nawałka – selekcjoner Reprezentacji Polski. Miałem możliwość wyselekcjonować drużynę z rocznika 2005 z okręgu płockiego na turniej o Puchar Prezesa Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej. Selekcja obejmowała osobistą obserwację jednych rozgrywek Ligi Orlika U10 w naszym mieście (pozostałe dwa turnieje oglądał mój kolega, z którym odpowiadaliśmy za kadrę) oraz 2 konsultacje treningowe.

Bardzo się cieszę, że Płocki Okręgowy Związek Piłki Nożnej reaktywował kadry. Jak dotychczas stało się to tylko na jeden turniej, ale mam nadzieję, że projekt ten będzie funkcjonował dalej. Reprezentację regionu potraktowałem jako wielką nagrodę dla siebie jak i zawodników, którzy się w niej znaleźli i w taki też sposób im to przedstawiłem.

Na tak „niskim” poziomie nie dysponowaliśmy środkami finansowymi (np. na benzynę), aby jeździć po całym regionie i obserwować po kilka razy zawodników podczas treningów, sparingów czy meczów. Nie mieliśmy także dostępnych nagrań wideo, które dawałyby pewien pogląd na najlepszych graczy. Z powyższych względów największym problemem był czas, a raczej jego brak. Musieliśmy wybrać graczy na podstawie kilku minut gry, które mieliśmy szanse obejrzeć. Czasami nie dane nam było nawet to i musieliśmy polegać na klubowych trenerach, których prosiliśmy o przysłanie na konsultacje najlepszych ich zdaniem zawodników. Podsumowując mieliśmy możliwość obejrzeć zdecydowaną większość chłopców grających w naszym okręgu na trzech turniejach Ligi Orlika U10, resztę braną „na słowo” sprawdziliśmy na treningach.

Aby każdy zawodnik czuł się wyróżniony wywalczyłem ubiory reprezentacyjne na konsultacje. Przyjeżdżałem dużo wcześniej z dwoma wielkimi, ciężkimi torbami na orlik, aby porozkładać stroje na „kupkach”, tak aby chłopcy po wejściu do szatni czuli namiastkę wielkiej piłki. Jednakowy wygląd na boisku nadawał temu przedsięwzięciu dodatkowej powagi i wyjątkowości. Niestety nie udało mi się zdobyć imiennych powołań dla każdego z nich (była tylko jedna kartka z wszystkimi nazwiskami). Myślę, że one jeszcze bardziej podniosłyby prestiż reprezentacji okręgu i byłyby fajną pamiątką.

Na turniej mogliśmy zabrać maksymalnie czternastkę zawodników. Grupę konsultacyjną ograniczyliśmy do 18-20 chłopców.  Po wielu rozmowach i rozważaniach na temat mocnych i słabszych stron każdego gracza oraz po dwóch 1,5 godzinnych zajęciach treningowych wyłoniliśmy grupę szczęśliwców mającym współzawodniczyć w warszawskim turnieju.

Gdy przyszło do rywalizacji sportowej musieliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, w jaki sposób mamy grać. Nie było to takie oczywiste jak w klubie, ponieważ dysponowaliśmy zlepkiem zawodników trenujących na co dzień w różnych zespołach. Jestem zwolennikiem wyprowadzania piłki po ziemi od swojej bramki, a także nie „siadania” na przeciwnika jeśli ten nie zaczął jeszcze gry. Na moje nieszczęście większość oponentów, z którymi przychodzi mierzyć się moim drużynom, postępuje zupełnie inaczej. Wiąże się to także z treningami, na których zwraca się uwagę na kompletnie inne rzeczy. 40% mojej drużyny stanowili chłopcy z naszego klubu – KS Królewscy Płock. Nie było jednak wśród nich bramkarza i zbyt wielu obrońców przez co moja koncepcja gry bardzo się skomplikowała. Goalkeeperzy bardzo niepewnie grający nogami czy obrońcy chowający się za przeciwnikami, przy wysokim pressingu, nie pozwalali na zbyt efektywne przenoszenie piłki spod naszej bramki na drugą połowę.

Rywalizacja z najlepszymi zawodnikami z pięciu mazowieckich okręgów była dobrą okazją do przyjrzenia się, jak nasi wybrańcy reagują w sytuacjach stresowych, mając naprzeciwko przeciwnika o dość wysokich umiejętnościach. Niektórzy z naszych graczy nie poradzili sobie z presją, byli zagubieni, przestraszeni i zapomnieli zupełnie jak się gra w piłkę nożną. Ci natomiast, którzy mieli za sobą dosyć duże doświadczenie turniejowe, znosili wszystko doskonale.

W mojej klubowej drużynie daje wszystkim graczom jednakową szansę gry. Pomijając pojedyncze wypadki (np. niewłaściwe pozaboiskowe zachowanie), w końcowym rozrachunku każdy zawodnik ma spędzić identyczną ilość czasu na boisku. Jeśli podczas naboru zdecydowaliśmy, że ktoś zostaje częścią drużyny, nie odstawiamy go na bocznych tor bez względu na wynik. Jeśli chodzi o reprezentację, musiałem zmienić moje myślenie. Przez pierwsze trzy mecze wszyscy grali po równo, jednak w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, po co jest ten turniej. Jego celem było wyłonić najlepszych chłopców, którzy stworzą reprezentację województwa mazowieckiego. W czwartym spotkaniu ograniczyliśmy przebywanie na boisku tych, którzy nie radzili sobie w rywalizacji. Zabierali oni cenny czas tym, którzy mogli zostać dostrzeżeni, prezentując pełnię swoich możliwości.

Był to dla mnie bardzo ciekawy czas, w czasie którego zdobyłem kolejne nowe doświadczenia. Mogłem się przekonać na własnej skórze czym różni się praca selekcjonera od pracy trenera klubowego. Wydaje mi się, że wąska specjalizacja, która zaczyna dominować w każdej dziedzinie naszego życia, spowoduje w niedalekiej przyszłości rozdzielenia tych dwóch profesji. Jak mogliście przeczytać powyżej, są pewne elementy, które bardzo odróżniają jedno od drugiego, wymagają innych metod pracy, a także radzenia sobie z zupełnie różnymi problemami.  Dlatego uważam, że będziemy mieć oddzielnych specjalistów od piłki klubowej i reprezentacyjnej. Gdybym ja na tą chwilę miał wybierać, zostałbym w klubie.

 

Dodaj komentarz