Tato, mamo- wolę pograć domu

file8241271533860Wg danych GUS, tylko 30% uczniów ze szkół podstawowych uprawia aktywność fizyczną rekreacyjnie co najmniej raz w tygodniu przez godzinę lub więcej (Stan Zdrowia Ludności Polski GUS 2004). Światowa Organizacja Zdrowia w swoim raporcie donosi, że aż 29 proc. polskich 11-latków ma nadwagę, a wśród 13-latków jest niewiele lepiej, bo na otyłość cierpi co czwarty z nich. My-trenerzy narzekamy, że coraz mniej dzieci garnie się do sportu. Problem jest na pewno złożony i zależy od wielu czynników, jednak postaram się spojrzeć na niego okiem trenera piłki nożnej. Zastanawialiście się dlaczego tak się dzieje?

Widziałem wiele treningów zawodników w wieku 6-12 lat na terenie naszego miasta. Wyglądały mniej więcej podobnie. Grupy liczyły 20-25 osób. Dzieci stały w kolejce(około 2-3 minut) aby zrobić ćwiczenie. Podczas oczekiwania zawodnicy dekoncentrowali się, rozmawiając między sobą, poszturchując się i wygłupiając. Gdy już nastała ich kolej, nie wiedzieli dokładnie co mają zrobić. Wtedy trener pokazywał swój „autorytet” podnosząc głos i niekiedy żartując na temat danego gracza. Zdarzało się dosyć często, że dzieci wykonywały zadania nieodpowiednio dobrane do ich wieku np. 8-latkowie ćwiczyli obieg za plecami w trójkach, schematy ataku na bramkę. Wiele razy zawodnicy byli „sterowani”. Nie mogli wykazać się swoją kreatywnością, pomysłowością, swoimi decyzjami. Miało być dokładnie jak chciał trener: „podaj tam”, „strzelaj”, „nie strać”, „nie na raz”, „łap” itp. Gry, czyli tego co dzieci w tym wieku lubią najbardziej, było jak na lekarstwo. Nie będę tutaj opisywać, co się dzieje podczas meczów o punkty bądź podczas turniejów o jakiś puchar, bo obraz byłby jeszcze gorszy(pewnie poświęcę temu osobny wpis).
Czy Wy, będąc na miejscu chłopca bądź dziewczynki, chcielibyście nadal uczestniczyć w takich zajęciach? Czy może wolelibyście posiedzieć przed komputerem z dostępem do internetu, pograć na konsoli lub pooglądać telewizję?

Kolejna kwestia to rodzice, których nie zamierzam pouczać. Moim celem jest dotknięcie problemu, przez który dzieci mniej garną się do sportu, a my mamy na niego duży wpływ. Rozmawiałem niedawno z tatą 7-letniego chłopca. W skrócie wyglądało to tak, że gdyby nie mocno postawiona sprawa przez ojca, to zawodnik zostałby przed komputerem w domu zamiast iść na trening(„tato, dzisiaj nie pójdę na piłkę, bo gram w fajną grę”). Z jednej strony dobrze, że rodzice dbają o ruch(2 razy w tygodniu) i przyprowadzają dziecko na piłkę nożną, którą lubi. Z drugiej strony ktoś pozwolił małemu zawodnikowi na siedzenie godzinami przed komputerem i wyrobienie sobie nawyku, który jest silniejszy niż ruch i aktywność fizyczna. Abstrahując już od tego przykładu, ktoś także zgadza się na godziny gry na konsolach, oglądanie telewizji, surfowanie w po sieci itd.

Moim zdaniem przedmioty martwe nie są niczemu winne. Obejrzenie meczu w telewizji czy zagranie w piłkę nożną na konsoli lub komputerze, może być świetnym uzupełnieniem treningu właściwego. Natomiast czas poświęcony tym czynnościom zależy od rodziców. Oni decydują o tym, czy będzie to godzina grania czy może pięć. Wszystko zależy od tego w jaki sposób będziemy nauczeni z tych wszystkich „gadżetów” korzystać. To samo tyczy się samych zajęć ruchowych, za które odpowiadają trenerzy, układając je i prowadząc. Róbmy to w taki sposób aby dzieci miały z nich dużo radości. Ćwiczenia koniecznie muszą być dostosowane do rozwoju fizycznego i psychicznego(polecam zgłębianie wiedzy z psychologii rozwoju). Pamiętajmy, że dzieci przychodzą pograć w piłkę więc niech mają tego najwięcej jak się da. Nagradzajmy przede wszystkim dobre wykonanie tego, czego nauczamy podczas jednostki treningowej (najlepiej jedną rzecz). Edukujmy rodziców. Mówmy im dużo o samodoskonaleniu, bez którego zawodnik nie ma szans stać się graczem światowego formatu(a wierzę, że nam na takich zależy), wpływie aktywności fizycznej na zdrowie, kształtowaniu charakteru poprzez futbol.

Bardzo dużo zależy od nas. Nie zrzucajmy odpowiedzialności na rzeczy martwe(konsola, komputer itd.), rodziców, brak infrastruktury czy niż demograficzny. Jeśli zmienimy swoje metody pracy, uwierzcie mi, pocztą pantoflową rozejdzie się, że wykonujemy kawał dobrej roboty i problem zbyt małej ilości dzieci garnących się do sportu zginie.

Dodaj komentarz