Klasyfikacje, punkty, finały- dobro czy zło dla dziecięcej piłki?

Dzisiaj chciałbym się zająć turniejami halowymi rozgrywanymi u nas w kraju. Od razu chcę zaznaczyć, że nie tylko my mamy problemy wokół piłki nożnej najmłodszych, a tekst Michała Jagiełki pt. „Rodzice po włosku” dobitnie to ukazuje.

Jeśli chodzi o jednodniowe rozgrywki halowe, jestem z nimi na bieżąco. Zima tego roku jest historyczna dla sekcji chłopców naszego klubu. Za nami pierwsze turnieje, rywalizacje z innymi zespołami, strzelane bramki, zdobyte doświadczenia, a także popełnione błędy(próbkę umiejętności możecie zobaczyć tutaj). Dostajemy sporo zaproszeń na imprezy organizowane niedaleko Płocka. Dzięki naszym wyjazdom mogłem bliżej przyjrzeć się jak one funkcjonują  w naszym województwie i mówiąc szczerze, mam mieszane uczucia. Oczywiście są dwie strony medalu, bo tak jak  ogólnie w życiu, nic nie jest tylko czarne ani tylko białe.

Jak do tej pory byliśmy na 2 rodzajach turniejów:

  • imprezy bez klasyfikacji, w której nie ma tabel ze zdobytymi punktami, bramkami, nie ma miejsc, półfinałów itd.
  • rozgrywki, w których 3 najlepsze drużyny dostają puchary, gramy o wyjście z grupy i finał, kalkulujemy ile trzeba wygrać itp.

Osobiście preferuję te pierwsze, ale nie będę krytykował organizatorów tych drugich. W różnych krajach jedno i drugie podejście ma rację bytu. Z informacji znalezionych przeze mnie wynika, że w Anglii do 15-16 roku życia, zawodnicy grają tylko towarzysko, natomiast w Hiszpanii już od najmłodszych lat chłopcy rywalizują w ligach gdzie zdobywają punkty.
Mimo wszystko uważam, że w naszym kraju powinno się organizować pierwsze z przytoczonych przeze mnie zawodów. Dlaczego? Bo do tych drugich jeszcze mentalnie nie dorośliśmy. Świetny tego przykład miałem w Grodzisku Mazowieckim, gdzie walka o finał zakończyła się kłótnią, małym skandalem i łzami dzieciaków, które na to wszystko patrzyły. Jeśli jest prowadzona klasyfikacja, perspektywa zwycięstwa jest tak kusząca, że potrafi przesłonić rodzicom, trenerom,  zawodnikom zakładane na daną imprezę cele. Liczy się dla nich tu i teraz, a nie przyszłość. My trenerzy, przestajemy koncentrować się na tym co nasi zawodnicy robią dobrze, wytykamy im tylko błędy, wymagamy rzeczy, których nie uczyli się na treningach. Emocje wyzwalają w nas pokłady adrenaliny, nad którymi nie potrafimy zapanować. Jeśli do tego dojdzie jedno „piwko”(a o zgrozo tak się zdarza-polska gościnność), łatwo możemy sobie wyobrazić, co się może stać.

Jestem pełen podziwu dla klubu Widok Skierniewice. W tą zimę byliśmy u nich na 2 turniejach, obydwa w systemie „każdy z każdym”, bez wyłaniania zwycięzcy. Dodatkowo dla 2006 rocznika wprowadzono zasady sprzyjające rozwojowi piłkarskiemu młodego zawodnika, m.in: 4 małe bramki na boisku, brak „aptekarskiego” sędziowania jeśli chodzi o auty, nieliczenie bramek podczas meczu. Taka formuła turnieju sprawia, że rodzice są dużo spokojniejsi niż gdy ich dzieci walczą o punkty(w rozmowach sami się do tego przyznali). Mali zawodnicy nie muszą walczyć z presją, nerwami(na to jeszcze przyjdzie czas). Mogą skoncentrować się tylko na grze. Ciekawe ilu chłopców rezygnuje z tego powodu z grania w piłkę?(a ogólnie garnie się ich bardzo mało; ostatnio przeczytałem, że na  Lech Talents’ Day pojawiło się 211 chłopców z 3 roczników) Wiele razy zadaję sobie więc retoryczne pytanie: dlaczego na około 20 zaproszeń na turnieje tylko 2 wyglądały w taki sposób? Skoro tyle się mówi o „grze na wynik” dlaczego cały czas ją popieramy i forsujemy?

Oczywiście nie jestem przeciwny wyłanianiu zwycięzców.. Dodatkowo można je „złagodzić” ustalając pewne zasady gry. Mogą to być:

  • auty wprowadzane nogą do linii kolan
  • brak możliwości wykopywania i wyrzucania piłki przez bramkarza za połowę
  • podzielenie zawodników na 2 podzespoły, żeby każdy z nich grał taką samą liczbę minut
  • rzuty wolne pośrednie
  • strefa przed bramką wolna od pressingu

Wprowadzenie powyższych punktów tworzy bardziej przyjazne środowisko do nabywania i sprawdzania swoich umiejętności w grze z innymi zespołami. Zawodnicy na boisku muszą więcej kombinować i myśleć, a przedostanie się pod bramkę przeciwnika nie jest już prostym „kopnij i biegnij”.

Wygrywanie samo w sobie nie jest złe. Ważne, żebyśmy wiedzieli czemu ono służy. Królewscy wychodzą na mecz żeby wygrać, jednak nie może to być celem samym w sobie. Dobra gra będzie zawsze poparta zadowalającym wynikiem. Piszę zadowalającym ponieważ nie zawsze da się zająć czołowe miejsce realizując te zalecenia, których uczyliśmy się na treningu. Zadaniem trenera jest wytłumaczyć swoim podopiecznym,a także ich rodzicom dlaczego tak się stało.

Widzę 2 wyjścia z obecnej sytuacji:

  1.  Nawołujemy, prosimy, edukujemy i czekamy aż to wszystko przyniesie zmianę mentalności(tak się dzieje teraz)
  2. Narzucamy organizatorom pewne rozwiązania, poprzez które zmieni się wspomniana wyżej mentalność

Ja przyjąłbym obecnie wariant 2, a po jego realizacji, można byłoby rozważyć powrót do punktów, tabeli, klasyfikacji. Wyłanianie zwycięzców w tym momencie uważam za jeden z poważniejszych problemów piłki nożnej dzieci w Polsce. Jeśli tego nie zmienimy, nasze kluby ani reprezentacja nie będą grać lepiej. Tracimy czas na rzeczy, które są zupełnie nieistotne w wieku 6, 7, 8, 9 lat.

I na koniec mała refleksja. Ilu z naszych podopiecznych, gdy zostaną profesjonalnymi piłkarzami, będą pamiętać, że wygrali turniej w miejscowości X, 10 lat wcześniej? Zapewne niewielu. Najbardziej zapamiętają to Ci, dla których piłka nożna nie będzie sposobem na życie a wyłącznie rekreacją.

Wydaje mi się, że powoli idzie wszystko ku lepszemu, ale jeszcze dużo ciężkiej pracy przed nami.

Dodaj komentarz