11 największych problemów szkolenia dzieci i młodzieży w Polsce

IMG_8677.JPG

KS Królewscy Płock rocznik 2008

W dobie dawno już niewidzianych sukcesów Reprezentacji Polski tekst ten może się wydawać nie na miejscu. Można go traktować jako moje małe faux – pas. Bo jeśli jest tak dobrze, to dlaczego ja piszę, że jest tak źle i że mamy w Polsce problemy (i to w dodatku aż tyle). Czy główne postacie naszej drużyny narodowej, pnącej się w rankingu FIFA na historyczne szczyty, to efekt przemyślanego szkolenia, czy są to rodzynki, które w 38 milionowym społeczeństwie zapewnia rachunek prawdopodobieństwa? Według mnie raczej to drugie. Wybrane przeze mnie przyczyny tego stanu rzeczy znajdziecie w dzisiejszym tekście. Kolejność jest zupełnie przypadkowa.

  1. Mentalność trenerów. Nie pomogą ani Narodowy Model Gry, ani 150 mln zł na kontach PZPNu, ani sukcesy pojedynczych polskich zawodników w silnych ligach zagranicznych jeśli my, trenerzy nie zmienimy swojego myślenia. Piłka nożna dzieci i młodzieży, to nie jest futbol profesjonalny, ma zupełnie inne założenia i cele. Z mojej obserwacji wynika, że duża część widzianych przeze mnie trenerów nie zdaje sobie z tego sprawy i nie przystosowała oprogramowania w swoich głowach do tego co robią. Nastawienie na wynik, brak myślenia w perspektywie kilku lat, nacisk na wynik tu i teraz, zbyt duże wymagania w stosunku do młodych zawodników, to tylko przykłady myślenia przez pryzmat piłki seniorskiej.
  2. Poziom kursów trenerskich. Niby PZPN robi porządek z kursami. Dostosowuje licencje do standardów UEFA (kursy uzupełniające), decentralizuje organizację szkoleń(do poziomu UEFA A), aby większa liczba osób miała do nich dostęp bliżej swojego miejsca zamieszkania, rozwija szkołę trenerów w Białej Podlaskiej. Czy jednak związek wie jak wyglądają firmowane przez nich kursy? Zajęcia po 8 godzin dziennie (gdy człowiek jest w stanie skoncentrować się przez 20 minut) i przysypiający kursanci, tematyka wprost z poprzedniej epoki, czepianie się pierdół (np. czy trener może mieć rozpiętą bluzę na treningu czy nie), wykładowcy w nikłym stopniu zarażający pasją, ciągłe zmiany w harmonogramie potęgujące wrażenie amatorstwa – to w skrócie obraz szkolenia trenerów w Polsce.
  3. Treningi o wszystkim i o niczym. Zajęcia bez ustalonego jednego, dwóch celów techniczno – taktycznych nie mają zbyt dużego sensu. Taki trening dotyka wielu aspektów powierzchownie, a jego efektywność jest na mizernym poziomie ponieważ dziecko wykonuje zbyt małą ilość powtórzeń konkretnego elementu. Wyobraźcie sobie, że chłopiec przychodzi na lekcję matematyki i przez 45 minut uczy się cyfr, dodawania, procentów i potęgowania… wszystko po łebkach. A po kilkunastu latach dorosły już mężczyzna dziwi się, że bank go oszukał, bo nie umiał dobrze policzyć odsetek i raty kredytu.
  4. Oddzielanie techniki od taktyki. „U dzieci technika, dopiero później taktyka” – często spotykany między trenerami pogląd. Najczęściej mówią tak osoby, które taktykę kojarzą z systemem gry (1-4-3-3, 1-4-4-2 itd.) i „przesuwaniem”. Taktyka, to strategie rozwiązywania boiskowych sytuacji i powinny być nauczane od początku szkolenia. Przykładem działań taktycznych u najmłodszych są np.: prowadzenie piłki w odpowiednie miejsce czy choćby podjęcie decyzji kiedy podać, dryblować, a kiedy biec z piłką przy nodze dalej. Niestety mało kto zwraca na to uwagę i tego uczy, najwyżej o tym wspomina werbalnie (a na meczu dziwi się, że zawodnicy nie umieją). Najważniejsze jest „proste podbicie”, którego powinni uczyć najlepiej byli zawodnicy, bo umieją pokazać…
  5. Fizyczność górą. Słabsze fizycznie dzieci odstawiane są na boczny tor. Nie poświęca się im należytej uwagi ponieważ w danym momencie nie zapewniają trenerowi zwycięstw. Nie docenia się ich sprytu, mobilności czy rozumienia gry natomiast widzi się ich wątłość, brak siły i niedostatki koordynacyjne. Przez to wielu z nich rezygnuje z trenowania, a polska piłka traci potencjalnych zawodników, którzy w przyszłości poprzez ciężką pracę mogliby „przerosnąć” niejednego, lepiej w tej chwili rozwiniętego fizycznie gracza.
  6. Brak spójności. Ile znacie klubów, w których szkolenie odbywa się spójnie, ma ciągłość i tworzy logiczną całość? Czy nie jest tak, że w klubach każda drużyna dziecięca/młodzieżowa żyje swoim życiem? Wygląda to trochę jak klub w klubie, „każdy sobie rzepkę skrobie”. Trenerzy szkolą po swojemu, uczą rzeczy, które według nich są ważne. Nie ma zbyt wielu połączeń między stylem gry pierwszej drużyny, a zespołami młodzieżowymi, nie mówiąc już o sytuacji odwrotnej, kiedy to zespół seniorski wprowadza elementy przetestowane w młodszych kategoriach wiekowych (tak się dzieje np. w FC Barcelona).
  7. Wynik, a nie potencjał. Jedną z najważniejszych ról trenera dzieci i młodzieży jest rozwijać potencjały swoich podopiecznych. Szkoleniowiec wykorzystując ich zaangażowanie, czystą radość, oddanie, miłość do piłki nożnej powinien dążyć do optymalnego rozwinięcia ich zdolności motorycznych, percepcyjnych, taktycznych, technicznych, mentalnych i społecznych. Rywalizacja na tym etapie jest elementem szkolenia, a nie celem samym w sobie. Są trenerzy, których drużyny wygrywają, ale potencjał zawodników, ze względu na nieodpowiedni proces szkoleniowy, jest wykorzystywany w niewielkim procencie. Z drugiej strony, są tacy szkoleniowcy, których gracze częściej schodzą z boiska pokonani, za to ich możliwości zbliżone są na tę chwilę do maksymalnych poziomów. Niestety, tych pierwszych według mnie jest zdecydowana większość.
  8. Rodzice. Czasami mam wrażenie, że opiekunowie dzieci przyjeżdżają z nimi na weekendowe granie po to, aby odreagować stresujący tydzień w pracy. Wykrzywione emocjami twarze, krzyki, gwałtowne ruchy, agresja, instruowanie, kłótnie, pretensje do sędziego – to tylko niektóre z grzechów głównych. Czy tak powinni wyglądać ludzie, których rolą jest stwarzanie swojemu ukochanemu dziecku warunków do realizacji jego pasji? Oczywiście to nie jest tylko ich wina. Jeśli kluby nie prowadzą polityki informacyjno – wychowującej rodziców, to opisane powyżej sytuacje będą na porządku dziennym. PZPN powoli zaczyna dostrzegać problem, rozsyłając choćby tablice „edukacyjne”, dedykowane dla rodziców, do postawienia przy boiskach, na których grają najmłodsi. Nieświadome swoich zachowań mamy i tatowie, to poważny problem piłki nożnej dzieci w naszym kraju.
  9. Treningi bez przeciwnika. Czy znacie schemat treningu kiedy to przez 3/4 czasu jego trwania zawodnicy wykonują zwody przed pachołkami, ćwiczą „proste podbicie”, sekwencje podań bez przeciwnika, ataki na bramkę, gdzie jedynym oponentem jest bramkarz, a dopiero na koniec jest gra, w której występuje przeszkoda w postaci obrońców drużyny przeciwnej? Ja trenowałem podobnie, gdy zaczynałem swoją przygodę z piłką nożną. Mała wiara trenerów w to, że przede wszystkim gra jest najlepszym nauczycielem, niesie za sobą niedostateczną liczbę boiskowych pojedynków za młodu, czego konsekwencje widzimy później przed telewizorami podczas rywalizacji naszych rodzimych klubów w europejskich pucharach.
  10. Sprawność ogólna. Wieki nie widziałem dziecka, które wspinałoby się po drzewie. Nie przypominam sobie także, żeby jakiś podrostek przechodził przez płot. Podchody czy zabawa „w ganianego” na osiedlu? Zapomnijcie. Kilka chłodniejszych dni i rodzice chodzą cali roztrzęsieni, bo trener nic nie mówi o przejściu „pod dach”. Czasy się zmieniły. Dotykowe ekrany wiele zastępują. Nadopiekuńczość rodziców ogranicza dzieci. Coraz mniej czasu spędzamy na powietrzu, tyjemy, coraz bardziej obniżamy skale w testach sprawnościowych, aby dzieci mogły się w nich mieścić. Wygodnictwo spowodowane postępem technologicznym zamiast etosu ciężkiej pracy. Nie idzie to w dobrą stronę.
  11. Niezdrowa rywalizacja. Małe klubu chcą zrobić wszystko, żeby pokonać duże. Duże, nie widzą potrzeby współpracy z małymi ponieważ uważają, że sami poradzą sobie lepiej. Bardzo ciężko znajdujemy pole do współpracy. Każdy ciągnie w swoją stronę, żeby udowodnić jak dobrym jest trenerem. Zakulisowe rozmowy, namawianie i podbieranie zawodników za plecami, to „gry”, w których dzieci stają się marionetkami.

Polska jest fenomenem (nie tylko w piłce nożnej). Przy ww. problemach jesteśmy w stanie grać na poziomie seniorskim jak równy z równym z Niemcami na Mistrzostwach Europy 2016, a w ostatnich dniach Reprezentacja Polski U21 towarzysko pokonała 1:0 swoich odpowiedników zza zachodniej granicy. Nie wiem co by było, gdybyśmy poradzili sobie z punktami wymienionymi w tym artykule. Rozum podpowiada mi, że byłoby dużo lepiej, ale nie zawsze wszystko jest takie oczywiste jak się wydaje. A może już teraz jest dobrze, a tylko ja szukam dziury w całym…

PS Zauważyliście, że nic nie napisałem o pieniądzach i bazie treningowej? 😉

6 myśli nt. „11 największych problemów szkolenia dzieci i młodzieży w Polsce

  1. Z mojego podwórka dodam kolejny grzech PZPN: brak obowiązku szkolenia dziewczynek. Nie wystawienia klubu, prowadzenia sekcji itd skoro taka już jest polityka PZPN, tylko obowiązku szkolenia dzieci niezależnie od płci, zwłaszcza, że czytając dowolne opracowanie sportowo-medyczne na temat różnic płci dowiemy się, że wręcz zaleca się, żeby dziewczęta trenowały z chłopcami do pewnego wieku (ok 10 lat).

  2. Podpisuję się dwoma nogami, jest dużo do poprawki, ale w ciągu kilku lat jednak idziemy „do przodu”. W punkcie 3 dałeś przykład z lekcją matematyki, wszystko się zgadza, tylko że wymagania w podstawie programowej trzeba spełniać, ciągle do przodu, nie ma czasu na powtarzanie materiału w nieskończoność. Ot, mała dygresyjka:)
    Najpoważniejsze problemy szkoleniowe to:

    1. Wynik jako podstawa „sukcesu” szkoleniowego
    2. Roszczeniowi rodzice, często przeszkadzający w meczach/treningu
    3. Sprawność ogólną – za szybko uczymy techniki, najpierw powinniśmy kształtować podstawowe cechy motoryczne (sprawność ogólną)

    Pozdrowienia:)

  3. Pingback: 12 najważniejszych różnic między hiszpańską a polską piłką nożną | Trenera okiem

  4. Pingback: Projekt „Trener” | Trenera okiem

  5. Pingback: Wynikowiec czy szkoleniowiec? 4 wersje tej samej drużyny | Trenera okiem

Dodaj komentarz