Szansa na sukces dla każdego

Ross [CC-BY-SA-2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0) ], undefined

Nie ukrywam, że selekcja jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Tworząc Królewskich zastanawialiśmy się jakie kryteria przyjąć, przy wyborze chłopców do naszej pierwszej drużyny. Było to tym trudniejsze, że nabór przeprowadzaliśmy po raz pierwszy więc nie posiadaliśmy na tym polu żadnych doświadczeniem. Doszliśmy do wniosku, że wśród 6 i 7-letnich chłopców będziemy szukać przede wszystkim pasji do piłki nożnej, odpowiedniego zachowania na zajęciach i należytej frekwencji. Nie bez znaczenia było także podejście i zaangażowanie rodziców. Umiejętności piłkarskie pozostały dla nas sprawą drugorzędną. Dlaczego?

Wzorcem, z którego czerpiemy w naszym klubie jest Malcolm Gladwell– kanadyjski pisarz i publicysta, którego magazyn „Time” umieścił na liście stu najbardziej wpływowych myślicieli i naukowców. Jak widać nie było to wyróżnienie na wyrost, gdyż wpłynął także na nas 🙂 . Malcolm zebrał „do kupy” badania psychologa K. Andersa Ericssona i innych, formułując zasadę/regułę 10 tyś. godzin. W dużym skrócie mówi ona o tym, że gdy chcemy osiągnąć światowy sukces czy to w sporcie, biznesie, graniu na instrumencie, śpiewie itd. musimy przez około 10 lat, odbyć 10 tysięcy godzin celowego treningu. Odpowiada to z grubsza 3 godzinom dziennie. Ze względu na tę regułę przyjęliśmy, że każde z wybranych przez nas dzieci, przy odpowiednim treningu jest w stanie nabyć „topowe” umiejętności piłkarskie. Stąd nasza uwaga przy naborze nie koncentrowała się na nich w pierwszej kolejności. Jak pokazała przyszłość był to strzał w dziesiątkę.

Ostatnio w moje ręce wpadła bardzo interesująca książka Malcolma pt. „Poza schematem”. Już w pierwszym jej rozdziale poruszony został niezmiernie ciekawy temat dotyczący dobierania dzieci do dyscyplin sportowych. Autor przytacza spostrzeżenia i badania kanadyjskiego psychologa Rogera Barnsleya. Wszystko zaczęło się od tego, że podczas oglądania meczu hokejowego, żona Rogera dostrzegła pewną regułę. Wielu z zawodników biorących udział w tamtym spotkaniu było urodzonych w styczniu, lutym i marcu. Kanadyjczyk po odkryciu małżonki, zaczął analizować daty urodzenia wszystkich zawodowych hokeistów i zauważył podobną prawidłowość. Kolejnym przykładem była czeska, młodzieżowa drużyna piłki nożnej z 2007 roku, która doszła do finałów mistrzostw świata. 15stu z 21 zawodników urodziło się w pierwszym kwartale roku. Następni to czescy, młodzieżowi hokeiści, którzy w 2007 roku zajęli 5 miejsce na mistrzostwach świata- 11stu na 22 graczy przyszło na świat od stycznia do marca. Spróbujcie przeanalizować daty urodzenia wychowanków kilku najlepszych europejskich klubów piłki nożnej(zaczynając mniej więcej od graczy urodzonych w latach 80tych). Zajrzyjcie także w metryki swoich podopiecznych. Zauważyliście to co Roger?

Wyjaśnienie dlaczego tak się dzieje jest bardzo proste. Chodzi o zjawisko „wieku względnego”. Datą graniczną w wielu dyscyplinach sportu jest pierwszy styczeń. Znaczy to, że w lidze 8latków może grać dziecko, które ukończyło 8 lat w dniu 1 stycznia. Czyli chłopiec, który rozpoczął ósmy rok życia 2 stycznia, może grać z dzieckiem, które dopiero w grudniu skończy 8 lat. Jak pewnie się domyślacie różnica 12 miesięcy w tak młodym wieku przekłada się na ogromną dysproporcję w dojrzałości fizycznej, a także psychicznej. Dzieci obchodzące urodziny na początku roku są większe, bardziej skoordynowane, więcej rozumiejące. Wybierane są przez trenerów jako te bardziej „utalentowane”. Jednak mało kto zastanawia się nad tym, że ich przewaga wynika po prostu z kilku-kilkunastu miesięcy życia więcej.

Powyższe zjawisko idealnie można zaobserwować w hokeju. Jest to dosyć specyficzna dyscyplina jeśli chodzi o bazę do trenowania. Nawet w tak bogatej Kanadzie, dziecko, które nie przejdzie selekcji do klubu, ma bardzo ograniczone możliwości celowego treningu i zdobywania 10 tysięcy godzin praktyki. Natomiast szczęśliwiec(często urodzony na początku roku), który dostaje się do klubu, ma w nim zapewnione lodowisko do treningu kilka razy w tygodniu, najlepszych trenerów, grę z lepszymi zawodnikami i dodatkowo rozgrywa w sezonie 50-70 spotkań. W sportach takich jak piłka nożna czy koszykówka jest trochę lepiej, ze względu na dostępność do boisk, która jest praktycznie nieograniczona. Mimo tego pozostałe elementy(trener, zawodnicy, liczba gier) nadal są nieporównywalne u amatora i profesjonalisty. Nie jest więc niczym szczególnym, że po kilku latach treningu w takich warunkach, chłopcy ci są nieporównywalnie lepsi od tych, którzy zostali przy naborze odrzuceni. Trenerzy nie zdając sobie sprawy z tego, mają potwierdzenie, że wybrali tych najbardziej „utalentowanych”.

Wyobraźmy sobie teraz ilu świetnych sportowców tracimy tylko z tego powodu, że urodzili się pod koniec danego roku i jakieś zasady(daty graniczne), które człowiek ustalił, zadecydowały o ich niepowodzeniu i odrzuceniu. Być może mielibyśmy dwóch Messich, Michaelów Jordanów czy Michaelów Phelpsów.

Co można zrobić, żeby nie skazywać później urodzonych zawodników na porażkę na początku ich drogi? Malcolm radzi, żeby utworzyć 2-3 grupy zawodników podzielone według miesięcy urodzenia i dać im w nich trenować przez 2-3 lata. Dopiero po tym okresie wybierać spośród nich najlepszych. Oczywiście w naszych polskich warunkach może być to trudne do wprowadzenia od razu, ale powinniśmy o tym pamiętać i do tego dążyć. Myślę, że jest to warte zachodu ponieważ przy wyborze będziemy mieli dwukrotnie większą liczbę graczy i pewność, że nie odrzuciliśmy kogoś tylko ze względu na jego datę urodzenia.

Dodaj komentarz