12 różnic między hiszpańską a polską piłką nożną

IMG_20170215_181506_HDR.jpg

Mimo że od ostatniego, dużego sukcesu seniorskiej reprezentacji Hiszpanii na największej piłkarskiej imprezie minęło już ponad 5 lat (Mistrzostwo Europy 2012), to jednak analizując wyniki drużyn młodzieżowych tego kraju tylko z 2017 roku:

  • wicemistrzostwo świata U17
  • mistrzostwo europy U17
  • wicemistrzostwo Europy U21
  • mistrzostwo Europy U19 kobiet
  • wicemistrzostwo europy U17 kobiet,

z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że nacji z półwyspu iberyjskiego nie będzie doskwierał brak kolejnych dobrze wyszkolonych pokoleń zawodników i  zawodniczek. Jest to więc nadal atrakcyjne miejsce do tego, aby czerpać wzorce, szukać inspiracji i odpowiedzi na pewne pytania. W tekście skoncentruję się przede wszystkim na tych różnicach, której najbardziej rzuciły mi się w oczy.

  1. Przygotowanie fizyczne– mam wrażenie, że tematy dotyczące motoryki są cały czas myślą przewodnią polskiej piłki. Jadę na konferencję – w trzech czwartych przygotowanie fizyczne, kurs trenerski UEFA A – motoryka, wszechobecne sportestery, bieganie, siłownia, powtórzenia, obciążenia, wytrzymałość tlenowa, beztlenowa, mieszana, interwały itd. A w Hiszpanii się po prostu gra. Dba się oczywiście o sprawność „piłkarską” (doszły mnie słuchy, że profesjonalni zawodnicy pracują nad przygotowaniem fizycznym, ale robią to indywidualnie ze swoimi trenerami personalnymi, na których ich stać), ale wykorzystuje się na nią niewielką część treningu (najczęściej rozgrzewkę), a resztę poświęca się na różnego rodzaju ćwiczenia z przeciwnikiem i futbolówką. Nigdy jeszcze nie słyszałem, aby od hiszpańskiego trenera wypłynął temat motoryki. Nie przywiązują oni takiej wagi do tego elementu jak my.
  2. Trenerzy – poziom wiedzy trenerów, z którymi zetknąłem się podczas moich pobytów w Hiszpanii był wysoki. Być może był to zbieg okoliczności i akurat na takich trafiłem. Preferowali oni spontaniczny i żywiołowy sposób prowadzenia samych zajęć. Ich przygotowanie merytoryczne mogłem poznać dzięki ich otwartości. Nie miałem wrażenia, że coś przede mną ukrywają czy nie chcą odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie. Pod względem aktywności na treningu wyglądali tak jakby byli dyrygentami orkiestry. Przemieszczali się, zmieniali ton głosu, byli mocno skupieni na tym co robili. Realizowali to co sobie zaplanowali, dotykając na jednych zajęciach niezbyt dużej ilości szczegółów. W Polsce mam wrażenie, że jest odwrotnie. Zwracamy uwagę na wszystko co nam wpadnie w oko. Złe podanie, reagujemy, nieudany drybling, korygujemy, gorsze ustawienie, poprawiamy. I to wszystko w ramach jednego treningu. A zawodnicy są zagubieni, bo co chwila są rozpraszani inna wskazówką.
  3. Treningi – zajęcia są intensywne, oparte na grach, z małą ilością czasu martwego. Koncentrują się na konkretach i detalach. Przez to, że trenerzy wiedzą co chcą osiągnąć, zatrzymują/zamrażają treningi dosyć często. Rozmawiają z zawodnikami, zadają pytania, przekazują wskazówki. Czyni to zajęcia wartościowymi i zawodnik opuszczając centrum treningowe jest zadowolony, bo wie i czuje, że czegoś się nauczył. U nas często dzieci stoją w kolejkach, treningów się nie przerywa, no chyba że zawodnik pomylił kolejność podań, czy zagrał na dwa kontakty zamiast na jeden. Dla nas istota zajęć leży zupełnie gdzie indziej.
  4. Gry stwarzające problem – zawodnicy nie dostają rozwiązań wprost. Rolą trenera nie jest mówienie zawodnikom co mają robić tylko skonstruowanie gry, która będzie tworzyła problem. Gracze naprowadzani są pytaniami i dopiero na końcu procesu dostają rozwiązanie podane na tacy, jeśli wcześniej do niego nie doszli sami. Zanim to się stanie, mają czas, aby samodzielnie pomyśleć, podjąć próby, popełnić błędy, wyciągnąć wnioski. U nas jest inaczej. Mówimy co gracze mają robić, gry wymuszają określone zamknięte zachowania, pytamy wcale bądź retorycznie, od pierwszego powtórzenia ma wszystko „wychodzić” więc reagujemy na każdy błąd.
  5. Rozgrzewka – konik Polaków. Czasami wstępna część treningu urasta do rangi tej najważniejszej w całej jednostce. Kombinujemy, analizujemy, chcemy, aby zawierała jak najwięcej elementów i w ten sposób koncentrujemy się na tematach pobocznych. Wśród nas panuje przekonanie, że tylko solidna i długa rozgrzewka dobrze przygotuje organizm do wysiłku i zapobiegnie urazom. Tymczasem w Hiszpanii u dzieci trwa ona 10-15 minut i jest poświęcana na sprawność piłkarską lub koordynację z piłką, a czasami (np. w kategorii U12) wręcz ogranicza się do przebiegnięcia okrążenia wokół połowy boiska i machnięcia parę razy kończynami dolnymi (rozciąganie dynamiczne). Powiecie inny klimat. Być może, nie zamierzam się spierać na tym polu. Chociaż wspomnę, że mój ostatni pobyt w Barcelonie przypadł na miesiąc luty i każdego wieczoru porządnie zmarzłem obserwując popołudniowe treningi. Pamiętam, że mocno zastanawiałem się nad tym, dlaczego rodzice dzieci nie marzną tak jak ja, mimo że to niby ja przyjechałem z zimniejszego państwa. I oprócz mnie nikt nie miał czapki na głowie. 😉  Minus 10 i padający śnieg to nie był, ale plus 5 i zimny deszcz a i owszem więc podstawy do polskiej, porządnej rozgrzewki jak najbardziej.
  6. Prestiż – piłka nożna w Hiszpanii ma dużo większy prestiż niż w Polsce i ja naprawdę to czułem na każdym kroku, niekoniecznie postawionym na obiekcie sportowym. Tak naprawdę ciężko mi go opisać, trzeba tam pojechać, żeby to doświadczyć. Z rozmów dowiedziałem się, że trenerzy zarabiają bardzo podobne kwoty jak w Polsce. Dla większości z nich „trenerka” jest zajęciem związanym z wysokim statusem społecznym, a źródłem utrzymania jest zupełnie inna praca. Historia głosi (niestety nie znalazłem żadnych informacji potwierdzających w internecie), że dopiero po przyjściu Pepa Guardioli do FC Barcelony, szkoleniowcy w La Masi zaczęli pracować na pełnych etatach w klubie i zarabiać pieniądze pozwalające utrzymać siebie i rodzinę (choć nie na jakimś wysokim poziomie). Profesjonalna piłka w Hiszpanii, to także dużo większe niż w Polsce pieniądze, poważanie, sława więc na pewno są to także argumenty działające na wyobraźnie trenerów, dzieci, młodzieży oraz ich rodziców. Każdy chce być jak najlepszy, co powoduje, że konkurencja, rywalizacja, motywacja jest ogromna. W Polsce raczej kierujemy się realizowaniem pasji, czy dorobieniem paru groszy, a nie wysokim statusem społecznym tego zawodu. Na pewno obraz piłkarza zmienia się dzięki takim profesjonalistom jak Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek czy Kuba Błaszczykowski. Mozolnie odbudowujemy wizerunek dyscypliny po aferach korupcyjnych, jednak jeszcze nam sporo brakuje.
  7. Dynamika – długo zastanawiałem się dlaczego dynamika działań zawodników na boisku już od najmłodszych kategorii jest dużo większa niż w Polsce i doszedłem do wniosku, że zaczyna się ona przede wszystkim od prestiżu i motywacji z niego wynikającej. Hiszpanie to jedni z najlepiej wyszkolonych profesjonalnych piłkarzy na świecie. Każde dziecko z tego kraju ma więc namacalne dowody na wyciągnięcie ręki. Nie przypominam sobie sytuacji, żeby na poziomie przeciętnego hiszpańskiego klubu (jakich jest ogromna ilość) komuś nie chciało się pobiec, żeby ktoś zszedł z placu gry, bo został kopnięty i go coś trochę boli, że pada, że zimno, że mało miejsca na boisku. Większość pełne zaangażowanie, stan flow, rywalizacja, trening, gra, gol, pojedynek 1v1 itd.  W naszym kraju natomiast, oprócz 3 – 4 zawodników coś znaczących w europejskiej piłce, nie ma wzorów do naśladowania. Są lokalni, klubowi bohaterowie, ale to nie to samo. Jako piłkarska nacja od wielu lat nie istniejemy w europejskich pucharach. Nie ma energii, która sprawiałaby, że najmłodsi od początku będą mocno chcieć. Przekłada się to później na pojedyncze boiskowe akcje, które tworzą dynamikę gry. A jak wiemy, w starciach z zagranicznymi rywalami, wszystko dla nas dzieje się za szybko.
  8. Gry na utrzymanie – Hiszpania „utrzymankami” stoi. Nie widziałem treningu bez gry na utrzymanie. Jest to podstawowy środek treningowy od najmłodszych kategorii wiekowych po piłkę seniorską. Z przewagą, w równowadze, z kierunkiem gry i bez, z różnymi formami zdobywania punktów lub bez nich, na małych i dużych polach, z większą jak i mniejszą liczbą graczy, z zawodnikami na obwodzie pola. Niezliczona ilość możliwości dostosowywana do tematu zajęć. A u nas najczęściej wykorzystuje się grę na utrzymanie, do uczenia… utrzymania.
  9. Infrastruktura sportowa – w Katalonii jest naprawdę dużo boisk. Wyglądało to dla mnie tak jakby obiekty sportowe były pierwsze, a pozostałe elementy miejskiego krajobrazu powstały później, dookoła nich. Mimo wielu miejsc do grania w piłkę nożną Hiszpanie mają problemy infrastrukturalne ponieważ trenuje lub chce tam trenować niezliczona ilość dzieci. Dlatego nie jest niczym dziwnym, że na boisku bardzo podobnym wymiarowo do naszego orlika trenują 2 różne grupy wiekowe np. U11 i U12. Na pełnowymiarowym potrafi trenować 6-7 zespołów dziecięcych. Hiszpanie perfekcyjnie opanowali aranżację małych treningowych przestrzeni, a zajęcia przeprowadzane na nich są jakościowo bardzo dobre. W Polsce natomiast narzekamy na zbyt mało obiektów, potrzebujemy połówkę dużego boiska na drużynę, a jeśli ktoś proponowałby nam trening dwóch zespołów jednocześnie na orliku, to pukalibyśmy się w głowę. Przy okazji boisk warto poruszyć jeszcze jedną kwestię. Wszystkie pełnowymiarowe pola gry w Hiszpanii są przystosowane do piłki 7-osobowej. Oprócz wyrysowanych linii innego koloru, mają także sprytny system składania bramek, dzięki któremu nawet małe dziecko jest w stanie w mgnieniu oka przygotować boisko do treningu czy meczu. Ani dodatkowych linii (z pojedynczymi wyjątkami) ani takich bramek nie spotkałem nigdzie w Polsce.
  10. Ćwiczenia analityczne – jeśli już w Polsce odchodzimy od tematu motoryki, to przechodzimy do ćwiczeń analitycznych czyli na sucho, bez przeciwnika, z użyciem pachołków. Poświęcamy na nie większość zajęć, aby na koniec rzucić ochłap w postaci piłki. A niech mają chwilę radości… Na półwyspie iberyjskim natomiast owszem, korzysta się z tego rodzaju środków treningowych, ale wykorzystuje się je w dużo mniejszym stopniu niż u nas, najczęściej w rozgrzewce, a w części głównej się o nich już zapomina.
  11. Grupy treningowe – w Hiszpanii trenuje bardzo dużo dzieci, ale w klubach jest również wielu szkoleniowców, którzy z chęcią sobie pomagają zostając, gdy potrzeba, na inne treningi. Z tego też względu nie widziałem przypadków, aby w grupie wiekowej do U13 na trenera przypadało więcej niż 4 – 8 zawodników. Dzięki temu dzieci nie stoją w kolejkach, są cały czas aktywne, często dotykają piłkę, mają tylko tyle czasu, aby odpocząć i ruszyć do kolejnego powtórzenia. U nas wielu trenerów narzeka, że pracują z 20tką, 30tką zawodników.
  12. „Pauza” – nie odkryję Ameryki jeśli napiszę, że futbol staje się coraz szybszą grą. Wystarczy obejrzeć fragmenty meczów sprzed 20 lat żeby się o tym przekonać. Jednak im kraj/zespół piłkarsko wyżej rozwinięty, tym jego piłkarze potrafią lepiej zarządzać pauzą czyli momentem kiedy odpoczywają, zbierają siły, łapią oddech, ustawiają sobie przeciwnika. W Hiszpanii od najmłodszych lat wpaja się filozofię cierpliwości i szukania odpowiedniej chwili, w której następuje przyspieszenie. U nas niestety często futbolówka lata w powietrzu więc nie ma mowy o jakiejkolwiek chwili wytchnienia. Polski zawodnik, gdy ma więcej miejsca i czasu zaczyna się denerwować i podejmować zbyt pochopne decyzje. Na potwierdzenie moich spostrzeżeń przytoczę jeszcze słowa poznanego niedawno przeze mnie zagranicznego trenera będącego asystentem w jednej z drużyn Ekstraklasy. Powiedział on, że najwyższa liga w Polsce jest bardzo trudna właśnie ze względu na brak „pauzy”. Walka, bieganie, a piłka przy okazji. W sumie to mogłoby jej nie być 😉
  13. Selekcja – znając polską mentalność, że raczej rywalizujemy z silniejszymi klubami zamiast na nie wspólnie pracować jestem pewny, że Hiszpanie dużo lepiej selekcjonują dzieci do piłki nożnej. Natomiast są to tylko moje odczucia, bo zbyt dużej wiedzy na ten temat podczas moich pobytów nie zdobyłem. Stąd też trzynasty punkt dodany, ale nie odnotowany w tytule (jakby ktoś z Was myślał, że się pomyliłem 🙂 ).

Z jednej strony trochę mnie ten artykuł uwiera, bo wszystko co przedstawiłem po stronie hiszpańskiej jest cacy, a co po naszej to bleeee. Być może byłem zbyt krótko w Hiszpanii i pewne spostrzeżenia są naciągane. Nie będę także zaprzeczać, że polska piłka zmienia się na lepsze. Dużo dzieci trenuje, sporo z nich ma motywację, budujemy infrastrukturę, mamy mocną reprezentację z niezłymi piłkarzami, kwoty transferowe za Polaków rosną, jest sporo osób, które ciężko pracują nad szkoleniem.
Z drugiej strony musimy jednak otwarcie przyznać, że nadal różnice są ogromne. Muszą one z czegoś wynikać dlatego podzieliłem się właśnie z Tobą moim punktem widzenia wierząc, że jest on w dużej mierze trafny.

Jeśli wśród Was czytelników są osoby, które były w Hiszpanii i mają doświadczenie w opisywanym temacie, byłoby super, gdyby przedstawiły je w komentarzach pod tym tekstem. Czy potwierdzicie moje obserwacje? A może jest inaczej? Czy są jeszcze inne, istotne różnice? Będę zobowiązany za każdy komentarz, który pogłębi temat.

Dziękuję Ci, że poświęciłeś czas na przeczytanie tego tekstu. Jeśli uważasz, że jest on wartościowy, będę wdzięczny jeśli poświęcisz minutę i udostępnisz bądź prześlesz go swoim znajomym. Bardzo mi na tym zależy.

14 myśli nt. „12 różnic między hiszpańską a polską piłką nożną

  1. Byłem, widziałem. W 90 % trafne spostrzeżenia. W NMG znajdziesz odpowiedż na pkt. 12 🙂

    Podejście które opisujesz miałem przyjemność zobaczyć w wykonaniu Twojej drużyny na turnieju. Podzielam Twój punkt widzenia i postrzegania piłki. 🙂

  2. Witam! W końcu ktoś to napisał!!! Ze swojej strony dodałbym pewnie jeszcze kilka pkt. ale z tymi powyżej zgadzam się w 100%
    Mam syna ( u-14), który przez trzy lata grania w lidze katalońskiej grał w trzech różnych klubach. Zachowując cały czas progres ligowy, tzn. przechodząc na coraz wyższy stopień rozgrywkowy ( doszedł do ligi „ honorowej” w której gra m.in. Barcelona ) – nikt mu w tym nie przeszkadzał. Chodzi o to, że ani trener, ani klub nie mogą powiedzieć: jesteś nasz. Jeżeli dziecko będzie szczęśliwsze lub będzie chciało rozwijać się piłkarsko gdzie indziej: powodzenia. I nikt nie zrzędzi. Wiadomo jaki klub jest tu „ priorytetem”😊, w jakim chyba każde dziecko z BCN chciałoby grać, ale są też inne, do których strasznie ciężko się wdostać,bo selekcja jest ogromna.
    Co więcej: rodzice znają się na piłce😳!!!
    Wymieniają oni swoje poglądy z trenerami osobiście lub na grupach ( whats upp ) specjalnie po to stworzonych. Rodzice muszą być świadomi co się z ich dzieciakami dzieje i mają pełne prawo brać w tym udział. W Polsce bywa różnie.
    Treningi indywidualne to norma. I to od najmłodszych lat. Z trenerami, rodzicami, kumplami…
    W pewnym klubie w Polsce usłyszałem: żadnych treningów indywidualnych, meczy w szkole ani innym zwariowanych pomysłów… I to nie był trener z leśnego orlika, tylko mistrza Polski, a mój syn miał tam dopiero zacząć grę Zabrałem go i wyjechałem.
    Pozdrawiam

    • Dziękuję za ten komentarz. Bardzo lubię takie historie z życia wzięte, bo wycieka z nich esencja, z której można dużo się dowiedzieć.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Świetny artykuł. Najbardziej wartościowe dla mnie:
    ad2) „Zwracamy uwagę na wszystko co nam wpadnie w oko. Złe podanie, reagujemy, nieudany drybling, korygujemy, gorsze ustawienie, poprawiamy. I to wszystko w ramach jednego treningu” – łapię się na tym że dużo informacji na raz chcę przekazać oraz chcę wszystko poprawić;
    ad8) Rzeczywiście temat właściwego konstruowania gier zadaniowych – nie gra dla samego utrzymania piłki – nadal u nas raczkuje.

    i komentarze:
    ad 5) podejście Hiszpanów mnie nie przekonuje – rozgrzewka ważny element ale oczywiście zrobiony z głową, nie na zasadzie biegania dookoła boiska
    ad 12) bardzo ciekawe spostrzeżenie, dobry temat na szerszą analizę – chętnie bym przeczytał 🙂

    Pozdrawiam

    • Brak „pauzy” wynika z tego, że mamy słabo wyszkolonych piłkarzy. Drużyny nie umieją wymienić 3-4 podań po presją przeciwnika. Zespół, który nie ma piłki wie że jak popresuje to najczęściej przeciwnik się gubi. Potem to jest w drugą stronę. Jeśli grasz przeciwko dobrej drużynie presing się nie udaje i kolejny raz dasz sobie spokoj , wtedy zespół w posiadaniu ma czas na ustawienie przeciwnika, oddech , przygotowanie akcji. U nas wszystko jest szarpane, ale tak też jest w niższych ligach na zachodzie. Wszystko zależy od poziomy zespołu.

  4. Super artykuł. Nic dodać, nic ująć. Trenerzy w Hiszpanii i Portugali są kształceni na Uniwersytetach. Można zostać np. profesorem Taktyki. Od wielu lat podpowiadam kolegom aby odwiedzali tą część Europy.

  5. Witam. Byłbym wdzięczny za odpowiedź czy na treningach w Hiszpanii grup dzieci w wieku u-7 , u -10 rodzice mają możliwość obserwowania treningu ? Czy są tylko zobligowani do dostarczenia dziecka na zajęcia i na tym ich rola się kończy? Byłbym wdzięczny za odpowiedź.

    • W tych klubach gdzie ja byłem, rodzice mieli możliwość obserwowania treningów. Bardzo często na hiszpańskich obiektach sportowych są restauracje. Dziecko idzie na zajęcia, a rodzic do kafejki.

  6. A ja chciałbym poruszyć temat rozwoju indywidualnego. Czy w Hiszpanii jeśli umiesz to lub tamto to tak kierujesz rozwojem aby wzmacniać jeszcze bardziej ten element czy tracą czas jak u nas aby za wszelką cenę wyeliminować błędy i skupiają się na tym braku, przez co na koniec dnia dzieciak zapomina i nie rozwija tego w czym czuję się świetnie, a przez zmuszanie zniechęca się do piłki? Innym słowem czy świadomie nie zmuszają Leo i Neymara do gry w obronie jednocześnie wykorzystując atuty w ataku?

    • Nie zagłębiałem się zbyt mocno w ten temat, ale pamiętam, że na szkoleniu ktoś zadał podobne pytanie hiszpańskiemu trenerowi. Odpowiedź mniej więcej brzmiała tak, żeby koncentrować się w większym stopniu na elementach dobrych, ale nie zapominać o tych słabszych i je również doskonalić.

    • Byłem w ostatni weekend posłuchać jak szkoli akademia Legii Warszawa po przyjściu nowego właściciela i zmiana w sztabie szkoleniowym. Poszli oni w kierunku rozwoju indywidualnego i odpowiedź tam jest podobna jak trenerów hiszpańskich. Doskonalić swoje największe atuty, ale nie zapominać o poprawianiu braków.

  7. Pingback: Nerwy – zły doradca trenera | Trenera okiem

  8. Przedstawił Pan bardzo ciekawe, choć siłą rzeczy subiektywne uwagi. Myślę, że prawda jest gdzieś pośrodku. Są w Polsce trenerzy, którzy trenują podobnie jak w Hiszpanii. MAją też coraz lepszą wiedzę teoretyczną i, podobnie jak Pan, także bywają zagranicą by porównać swoje doświadczenia z trenerami działającymi w innych warunkach.
    Interesującym byłoby porównanie polskich i angielskich systemów. Ten ostatni miałem okazję poznać obserwując zespoły Arsenalu i Chelsea 2004. Pierwsze zdziwienie to gra zespołów do 16 roku życia na małych boiskach (typu Orlik), małe bramki i piłką nr 4 oraz gra w 9. Myślę, że dla chłopców często po 1,75m to już przesada. Ważną różnicą dla młodzieży jest brak w Anglii rozgrywek ligowych. Tu akurat można się spierać, czy nieraz zażarta konkurencja dla U10, U10 itp, czy nawet U14 ma dobry czy zły wpływ na rozwój (szczególnie mentalny) młodych piłkarzy. Pokłosiem naszych meczyków ligowych jest chamstwo wielu rodziców (rzadziej ich dzieci) w czasie takich meczów.
    Myślę, że warto analizować różne systemy i podpatrywać oraz wdrażać ciekawe pomysły z innych obszarów. Ważne jednak, by nie marnować, to co sami powinniśmy stosować: proszę sobie przypomnieć, jaka była walka gdy PZPN próbował wprowadzić pewne standardy (wymiary boisk czy bramek), a także wymogi wobec trenerów… z wielkiej chmury mały deszcz niestety i dziś mamy znów bałagan i równany do najgorszych. A miało być tak pięknie i europejsko.
    Podsumowując: warto bywać, podpatrywać i wprowadzać to i owo. Życzę dalszych wyjazdów i obserwacji: czekamy na dalsze porównania i opisy, co się udało wprowadzić

Dodaj komentarz