Raymond Verheijen „nokautuje” kurs wyrównawczy UEFA A

52608986_1902199969902899_6501208948467564544_o-3907294691-1551179730168.jpg

Raymond Verheijen, holenderski trener z międzynarodowym doświadczeniem, mający w swoim życiorysie zawodowym pracę z reprezentacjami Rosji, Holandii, Korei Pd, Argentyny, a także drużynami klubowymi m.in. FC Barcelona, Manchester City FC, Chelsea FC. Człowiek, na którego czekałem w Polsce od dłuższego czasu. Z uwagą śledziłem jego wpisy w portalach społecznościowych czy artykuły w serwisach branżowych, choć też nie do końca „kupowałem” jego malkontenctwo i czepialstwo. Ale z racji tego, że spojrzenie Holendra na futbol bardzo mi odpowiada, byłem ciekawy jak to będzie, gdy spotkam go na żywo i powiem „sprawdzam”. Interesowało mnie czy przekaże kilka banałów i czar pryśnie, czy jego wykład wciągnie mnie i wyjdę po nim w pełni usatysfakcjonowany.


Na relację konkretów, które przekazał Raymond przyjdzie czas w kolejnym blogowym wpisie, dzisiaj natomiast chciałbym skupić Twoją uwagę drogi czytelniku na pewnym zestawieniu. Jako, że na początku 2018 roku ukończyłem w naszym kraju kurs wyrównawczy UEFA A i nie wiedziałem za bardzo jak go podsumować na blogu (tak naprawdę wiedziałem, ale nie chciał pisać tak pesymistycznego tekstu, nie miałem też odwagi), to w mojej głowie pojawił się pomysł, aby skonfrontować go ze szkoleniem Verheijena. Wydaje się, że ciężko jest porównać kurs trwający rok i składający się z kilkuset godzin z zaledwie 5-godzinnym wykładem, ale spróbuję to zrobić. Nie będę jednak zestawiał ze sobą wartości merytorycznej (przynajmniej nie w szczegółach), tylko opiszę inne ważne aspekty procesu przekazywania wiedzy, które dla mnie są równie istotne jak ona sama w sobie.

Jednym z kluczowych elementów wysoko rozwiniętych piłkarsko Państw jest szkolenie trenerów. Im dłużej jestem w tym zawodzie, tym bardziej dociera do mnie, że jest to jeden z najbardziej zaniedbanych obszarów w naszym kraju. Mówię to z perspektywy osoby, która była na kursach trenerskich za granicą czyli mam jakiś punkt odniesienia. Gdybym szkolił się tylko w Polsce, takiego odnośnika bym nie miał i prawdopodobnie mówiłbym, że wszystko jest u nas piękne, tak jak to kilka razy słyszałem lub czytałem od osób odpowiedzialnych za kursy. „Nauczanie trenerów w Polsce stoi na dobrym poziomie” – absolutnie się z tym nie zgodzę. Tak jak wcześniej napisałem, ukończyłem nie tak dawno swój kurs, do tego moi znajomi kończyli podobne szkolenia (UEFA B, A) w innych miejscach w naszym kraju (m.in w szkole trenerów w Białej Podlaskiej) i wszyscy (tak, wszyscy!) nie podzielają optymizmu organizatorów. Niestety mało kto chce o tym jednak mówić na głos, bo nie chce ściągać sobie na głowę problemów i woli pracować w spokoju.
Po tym krótkim wstępie przejdźmy do konkretów. Oto jak Trenera okiem one wyglądają:

Warsztaty szkoleniowe z Raymondem Verheijenem Kurs wyrównawczy UEFA A
1. Mowa ciała

Tutaj mało kto może się równać z Raymondem. Gesty, mimika twarzy, ich spójność z tym co mówił i chciał przekazać, naprawdę klasa światowa. Wykorzystywał konkretne miejsca na sali do zakotwiczenia w pamięci słuchaczy historii, do których później wracał. W pewnych momentach przypominał świetnie wyszkolonego aktora w szkole filmowej. Cały czas aktywny (nie usiadł na sekundę), energetyczny, skoncentrowany. Nie mam pojęcia czy się tego wszystkiego uczył czy robił to podświadomie, ale zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Wszystko to przełożyło się później na zachowanie grupy o czym dalej.

1. Mowa ciała

Albo luzak oparty o ławkę albo siedzący zgarbiony „staruszek” ledwo wystający zza laptopa albo szeryf górujący nad grupą i pokazujący swoją siłę albo chłopiec bawiący się flamastrami – mniej więcej takie postacie mogłem spotkać na związkowym kursie. Jestem przekonany, że żadna z nich nie była świadoma języka swojego ciała i nie przywiązywała do niego zbyt wielkiej wagi.

 

 

 

2. Merytoryka

Holender jest trochę taką personą non grata w środowisku. Otwarcie krytykuje sposób pracy nawet najlepszych trenerów osiągających największe sukcesy w profesjonalnej piłce i podważa nieholistyczne podejście do piłki nożnej (czyli oddzielanie motoryki czy procesów myślowych od reszty). Jeśli ma się otwarty umysł, to w tym co Verheijen mówi można znaleźć dużo mądrych i logicznych rzeczy choć nie każdy musi się z nimi zgadzać. Jego podejście wprowadza powiew świeżości.

2. Merytoryka

Skostniałe banały powtarzane od wielu, wielu lat. Zdecydowana większość kursu opierała się na fizjologii wysiłku, teorii sportu i innych tego typu rzeczach, na których osobiście nie byłem w stanie utrzymać koncentracji przez więcej niż 10 minut. O piłce nożnej było bardzo mało. Do tego niby też się nie musiałem z tym co było przedstawiane zgadzać (słowa wykładowców), ale już na zaliczeniu tak, bo inaczej musiałem poprawiać (inaczej rozumiałem przejście z obrony do ataku niż jest w Narodowym Modelu Gry)

 

3. Zdyscyplinowanie grupy

To co zrobił z grupą uczestników Raymond było niesamowite. Przez 5 godzin szkolenia tylko kilka razy zdarzyło się, że ktoś się do kogoś odezwał. Po prostu była cisza. Do tego nie widziałem, aby ktokolwiek korzystał z telefonu komórkowego (przynajmniej jawnie), a była to konsekwencją ustalonych przez Holendra zasad. Mało tego, nie widziałem, aby choć jedna osoba wyszła w trakcie wykładu do łazienki (a pierwszy blok z 60 minut został celowo przedłużony do 3 godzin). Tylko kilka osób przysypiało (o czym sam Raymond wspomniał). Rzadko się zdarza, żeby grupa około 100 trenerów tak podporządkowała się jednej osobie.

3.Zdyscyplinowanie grupy

Oczami wyobraźni przypominam sobie salę wykładową na moim kursie wyrównawczym. Końcowe ławki czytają gazetę i pracują na laptopach. Ci trochę bliżej rozmawiają ze sobą tak, że prawie nie słychać co mówi prowadzący, nieliczni „nawijają” przez telefon komórkowy, jeszcze inni przysypiają, kilku słucha wykładowcy, ktoś układa trening dla swojej drużyna na wieczorne zajęcia itd. Ja często leżałem na ławce, bo nie byłem w stanie utrzymać pionowej pozycji. Oczywiście zdarzały się zajęcia, gdzie dyscyplina była większa, ale do poziomu Holendra nikt się nie zbliżył.

4. Prezentacja

Prezentacja trenera z Holandii trzymała wysokie standardy. Mało tekstu, dużo grafik, rysunków, rycin, schematów. Wszystko przejrzyste, proste, spójne, logiczne, zawierające tylko potrzebne informacje, w odpowiedniej kolejności, powtarzane kiedy trzeba, żeby nie tracić czasu na powracanie do poprzednich slajdów. Czułem, że jest to perfekcyjnie przygotowane.

 

4. Prezentacja

Archaiczna, z bardzo duża ilością tekstu, przepisanych książkowych definicji, zawierające wiele niepotrzebnych informacji, zrobione na jakąś inną okazję (kurs, wykład, konferencję) i wyciągnięte z czeluści twardego dysku, bez wcześniejszego przejrzenia i przygotowania. Zresztą nikt się z tym nawet nie krył ponieważ często nie chciało się nawet prowadzącemu zmienić daty oraz miejsca na slajdzie tytułowym. Czułem bylejakość.

5. Spójność

Jedno wynikało z drugiego. Wszystko składało się w jedną całość, było przygotowane i poukładane, dokładnie odpowiadało tematom z harmonogramu. Autor doskonale wiedział o czym mówi, był tego pewny. Wykład był wymagający dla mózgów słuchaczy i kto miał w szkole problemy z logiką na podstawowym poziomie, mógł mieć kłopoty ze zrozumieniem, co Raymond chce przekazać.

 

 

5. Spójność

Na wielu zajęciach panował bałagan przez co brakowało spójności w przekazywanych informacjach. Bywały sytuacje, że różni wykładowcy powtarzali te same tematy (np. na dwóch różnych zjazdach przez kilka godzin dostawaliśmy informacje o teście FMS), nie wiedzieli jakie zagadnienia z nami mają poruszać bądź przedstawiana wiedza „odjeżdżała” znacząco od tematu zapisanego w harmonogramie kursu (czasami wychodziło to na dobre). Oczywiście na przestrzeni tylu zjazdów były też zajęcia, na których było w miarę spójnie.

6. Długość szkolenia, punktualność

Szkolenie rozpoczęło się punktualnie.Zaplanowane 4 bloki (5 godzin zegarowych) minęły jak z bicza strzelił. Nie zgadzały się one z harmonogramem, ale trener wyjaśnił dlaczego (chciał przeładować nasze mózgi, zmęczyć je, abyśmy wyszli ze swojej strefy komfortu). Był krótki moment podczas części „Taktyka”, że oczy mi się zaczęły kleić ze względu na monotonię pokazywanych rzeczy, ale gdy tylko przeszliśmy do kolejnego zagadnienia, senność wyparowała, a koncentracja wróciła. Na zegarek patrzyłem tylko dlatego, że umówiłem się ze znajomy na odbiór felg do auta 🙂 i zależało mi, aby konferencja zakończyła się w miarę punktualnie. Wracając 100 km do domu nie byłem zmęczony, a wręcz naładowany energią i mnóstwo myśli kłębiło się w mojej głowie (w tym pomysł na ten tekst)

6. Długość szkolenia, punktualność

Harmonogram przeważnie mówił o 8 godzinach zajęć. Zdarzały się spore spóźnienia ( wstyd się przyznać, ale sam to robiłem, aby jak najwięcej czasu mi przeleciało). Idealnie było gdy w planie dnia znajdowała się praktyka, można było się trochę „odmulić”.  Na szczęście prowadzący dobrze wyczuwali nasze nastroje oraz zmęczenie pod koniec dnia i praktycznie nigdy nie kończyliśmy zgodnie z planem. Puszczano nas wcześniej i uważam, że były to bardzo dobre decyzje. Wracałem do miejsca noclegowego (10 km) zmęczony, znudzony, bez energii, chciałem się położyć i odpocząć. I tak przez 4 dni podczas jednego zjazdu.

 

 

7. Dowcipy

Wiem, bo sam prowadzący o tym mówił, dowcipy wykorzystywał do rozluźnienia naszych przeładowanych wykładem mózgów lub do wytworzenia emocji, abyśmy mieli łatwiej zapamiętać pewne rzeczy. Były one zaplanowanymi częściami wykładu i według mnie świetnie spełniały swoją rolę.

 

 

 

 

7. Dowcipy

Dowcipy owszem dotyczyły piłki nożnej, ale były zapchajdziurami. Zresztą ze względu na nudę jaka panowała na zajęciach, sami „podkręcaliśmy” niektórych wykładowców, aby sypali anegdotami z życia trenerskiego, bo wtedy czas szybciej leciał, można było się pośmiać i pozbyć się senności. A wręcz czasami, z tych anegdot można było wyciągnąć więcej wartościowych rzeczy np. z funkcjonowania piłkarskiej szatni czy relacji z mediami, niż z tematu głównego zajęć. Bardzo rzadko, ale zdarzały się też niewybredne dowcipy, na które moim zdaniem nie powinno być miejsca podczas takiego kursu.

8. Metafory

Znowu muszę pisać w samych superlatywach. Od jednej z nich, a było ich bardzo dużo, zaczął się wykład. Wykładowca odgrywając scenkę (jak w teatrze!) pokazał holenderskiego trenera, który przybył  z Holandii do Polski (przeszedł z rogu do środka sali). Zaczął do nas Polaków mówić po holendersku i oczywiście nikt z nas nic nie rozumiał . Chciał w ten sposób nam pokazać, że podobna rzecz dzieje się w piłce nożnej. Przychodzą do niej osoby z innych dyscyplin sportu np. trenerzy przygotowania motorycznego z lekkiej atletyki i mówią do nas językiem lekkiej atletyki (holenderskim). To tylko jeden z przykładów, Naprawdę było obrazowo i wszystkie przenośnie bardzo pomagały zrozumieć, co Raymond chce przekazać. Jestem przekonany, że dzięki nim na długo zapamiętam to co miały pokazać (choć pogląd ten zweryfikuje mijający czas)

8. Metafory

Podczas kursu jakieś na pewno występowały, ale było ich mało, nie były poparte ani grą aktorską, ani tak klarowne jak u Verheijena oraz nie wzbudzały takiej ciekawości, bo dotyczyły zazwyczaj tematów, które mnie nie interesowały. Po roku czasu nie jestem sobie w stanie przypomnieć ani jednej z nich.

 

 

 

 

 

 

 

9. Praca z tablicami (flipchartami)

Holender miał dwie do dyspozycji, po dwóch stronach sali. Zapisywał na nich kluczowe słowa, hasła (ładnym charakterem pisma, bardzo wyraźnie, drukowanymi literami). Poruszał się między nimi kiedy było trzeba. Dobrze planował rozmieszczenie elementów na flipcharcie, jeśli wracał do jakiegoś wcześniej przekazywanego zagadnienia, przerzucał kartki i pokazywał palcem na papierze, tak aby nasze myśli wróciły do tego momentu. Nie kreślił, nie mazał, wszystko było przejrzyste.

9. Praca z tablicami (flipchartami)

W sali wykładowej, w której odbywał się kurs, znajdowała się jedna tablica, która została użyta kilka razy w ciągu roku. W czasie jednego zjazdu przedstawialiśmy na niej ułożone ćwiczenia, raz wykładowca rozrysował „taktykę” i raz przepisał ze swojej kartki jakieś definicje (zajęło mu to pół godziny).

 

 

 

10. Wzór do naśladowania

Holender wielokrotnie powtarzał, że trenerzy często są hipokrytami (choć nie użył tak mocnego słowa). Na przykład zakazują i karzą zawodników za używanie telefonu komórkowego, a następnie sami jadą na konferencję i używają go w trakcie wykładów. Albo tłumaczą graczom, że alkohol jest ich wrogiem szczególnie przed meczem, a później jadą do innego miasta na wykłady dzień wcześniej i po zakrapianej nocy, zamroczeni (z mózgiem pracującym w trybie awaryjnym), na dużym kacu idą posłuchać wykładowców. Co by powiedzieli zawodnicy, gdyby mogli obserwować takiego trenera poza treningami? Czy byłby to dla nich wzór?

10. Wzór do naśladowania

Nikt nie zwracał na to większej uwagi. Nawet wręcz przeciwnie, pojawiały się historie z piłkarskiego świata, z alkoholem w roli głównej, wykładowcy rozmawiali przez telefon komórkowy podczas zajęć praktycznych na oczach kursantów, a podczas egzaminu sprawdzali coś w komórce nie patrząc nawet na zdającego.

 

 

 

 

 

Po 8 latach pracy jako trener ciężko znaleźć mi jakąś nową, odkrywczą, nadzwyczajną wiedzę. Moje doskonalenie polega bardziej na wyszukiwaniu niuansów i uświadamianiu sobie rzeczy, które robiłem do tej pory intuicyjnie. Czyli posiadam już pewną wiedzę co?, a odkrywam jak?. Warsztaty z holenderskim trenerem szczerzej otworzyły mi oczy, doprecyzowały pewne sprawy, zaprezentowały inny sposób myślenia. Pokazały mi także jak perfekcyjnie można być przygotowanym i na tym budować swój autorytet. Nie chcę tym tekstem gloryfikować Raymonda Verheijena. Bardziej zależy mi na tym, aby pokazać Wam jak daleko w tyle moim zdaniem są nasze krajowe kursy w porównaniu z solidnie przygotowanym, wyposażonym w odpowiednie narzędzia trenerem – mówcą. Specjalnie nie zestawiałem merytoryki, bo kurs UEFA A i tak już ledwo zipie po nokaucie, a jakbym to zrobił, to nie podniósłby się przed długi czas z desek. Za 5 godzin z Raymondem Verheijenem zapłaciłem 259 zł i nie żałuję żadnej wydanej złotówki. Na roczny kurs wyrównawczy UEFA A wydałem około 4000 zł (cena samego kursu). Gdybym nie musiał go zrobić, nigdy w życiu bym się na niego sam z siebie nie zdecydował.
Moim celem nie jest wyśmiewanie, naigrywanie się, wytykanie czy personalne ataki. Po prostu miałem wewnętrzną potrzebę wyrzucić z siebie swoje zdanie. Tak widzę kursy trenerów w Polsce i na dłuższą metę nie mogę milczeć jeśli ktoś nawija mi makaron na uszy mówiąc, że jest dobrze w tym temacie. Nie, nie jest.

Co myślisz o prawej stronie tabeli? Zgadzasz się z tym co napisałem czy myślisz inaczej? Zostaw komentarz, z chęcią przeczytam.

PS Napisanie i opublikowanie tego tekstu wymagało ode mnie sporej odwagi. Finalnie dodał mi jej swoim wystąpieniem Raymond Verheijen. Jeśli Ty też chcesz dołożyć swoją cegiełkę ,to proszę udostępnij go dalej, aby dotarł do jak największej ilości osób. Z góry Ci dziękuję!

Przeczytaj również inne moje teksty:

Kasa, misiu, kasa – czyli o zarobkach trenerów

Poradnik dla trenera – co i jak trenować?

Komunikacja – konkret czy bicie piany? 17 zbędnych odzywek

11 największych problemów szkolenia dzieci i młodzieży w Polsce

5 thoughts on “Raymond Verheijen „nokautuje” kurs wyrównawczy UEFA A

  1. Popieram to co napisales. Akurat dwa lata temu spedzilem na roznych kursach z Raymondem ponad 3 tygodnie. Dowiedzialem sie wiecej anizeli na wszystkich innych kursach razem wzietych

  2. Ze względu na koszty i przekazywana wiedzę na licencje UEFA w naszym kraju zrezygnowałem z powrotu do pracy trenera. Zdecydowanie zgadzam się z tabelka po prawej

  3. Porównałeś kurs A , więc wyłania się tragiczny obraz tego co się dzieje na niższych kursach . Generalnie tragedia.

    • Wbrew pozorom tam może być lepiej. Obowiązują niższe stawki, mniejszy prestiż więc mogą się tam realizować młodsi, bardziej świadomi tych elementów o których napisałem w tekście trenerzy.

Dodaj komentarz