Pokonać Liverpool i Everton – Anglia trenera okiem.

IMG_20191201_132827_1

W zeszły roku po raz pierwszy w moim życiu miałem możliwość wyjazdu do Anglii. Przyjemność z tej podróży była tym większa gdyż był on połączony z moją pasją – piłką nożną. Wraz z moimi 5 zawodnikami dołączyliśmy do projektu FFA PRO i wyjechaliśmy rozegrać 3 sparingi z akademiami klubów występujących na poziomie Premier League. Niestety z różnych względów nie udokumentowałem mojego wyjazdu na blogu dlatego tym wpisem chcę odkupić swoje winy i przekazać Wam moją relację z pobytu na angielskiej ziemi.

Część pierwsza

Pierwszą część mojej opowieści chciałbym poświęcić Anglii jako krajowi. Harmonogram wyjazdu był dosyć napięty więc nie za bardzo miałem czas, aby doświadczać w pełni tego kraju, ale kilka zaobserwowanych przeze mnie rzeczy uważam za warte, aby je opisać.
Jeśli interesuje Cię część związana z piłką nożną, to przejdź do odpowiedniej sekcji klikając tutaj. Polecam jednak przeczytać całość. Uważam, że tło kulturowe danego państwa kształtuje w określony sposób ludzi, z których część możemy podziwiać jako profesjonalnych atletów na arenach sportowych. Chcę przez to powiedzieć, że oglądając mecze Premier League poprzez zawodników widzimy poniekąd manifestację angielskiej kultury.
Za przeczytaniem pierwszej części przemawia jeszcze jedne argument. Podróże związane z piłką pozwalają nam poznawać inne kraje przez co rozwijamy się, poszerzamy swoje myślenie, poznajemy odmienne rozwiązania, doświadczamy kontaktów z ludźmi wychowanymi w zupełnie innej kulturze. Poprzez moją relację, doświadczycie namiastki ww. rzeczy.

Krajobraz

Pozamiejski krajobraz Anglii miałem okazję obejrzeć tylko raz, podczas drugiej podróży do akademii Sheffield United. Pierwszą odbyliśmy po zmroku więc nie byłem świadomy co znajduje się za oknami autokaru. Za dnia moim oczom ukazały się bajkowe krajobrazy: pagórkowate tereny po sam horyzont, pokolorowane różnymi odcieniami zieleni i innych barw jesieni, poprzecinane rzeczkami i wijącymi się serpentynami lokalnych dróg. Opisywane widoki ciągnęły się kilometrami.  A po środku tego wszystkiego znajdowałem się ja w autobusie pędzącym po równej i szerokiej autostradzie. Naprawdę trudno było oderwać wzrok i zdecydować się czy patrzeć w lewo, czy może w prawo.

IMG_20191129_154743.jpg

Autostrady i drogi, kultura jazdy.

Mimo że Polska szybko nadrabia zaległości i rozbudowuje siatkę dróg ekspresowych oraz autostrad, to jednak wizyta w takim kraju jak Anglia uzmysławia, że jednak do tak bogatych państw jeszcze nam sporo brakuje. Pokonując 130 kilometrową drogę pomiędzy Liverpoolem a Sheffield przez cały czas poruszaliśmy się 3, a nawet 4 pasmową autostradą, nie zatrzymując się na żadnych bramkach do opłat. Pasy drogi były jednak węższe niż w Polsce (w miastach było bardzo podobnie). Być może ma to wymusić na kierowcach mniejszą prędkość. Mniej miejsca powoduje, że brawurowa jazda może zakończyć się zetknięciem z autem jadącym obok.  Mimo kilku pasów natężenie ruchu w czwartek wieczorem było tak duże, że przez kilkadziesiąt kilometrów jechaliśmy w korku (poruszaliśmy się płynnie, ale z prędkościami do 60 km/h).

IMG_20191128_172509.jpg

Kultura jazdy stoi na dużo wyższym poziomie niż w Polsce. Nie widać pośpiechu na drodze, auta jadą jedno za drugim swoimi pasami, nie przekraczają dozwolonej prędkości, a jeśli już to nieznacznie. Nie widziałem rozpędzonych samochodów lawirujących i „skaczących” między innymi użytkownikami drogi, aby za wszelką cenę ich wyminąć. Jeśli jednak ktoś zdecyduje się już na zmianę toru jazdy, wyraźnie wcześniej włącza kierunkowskaz i ostrożnie wykonuje manewr. Ludzie trąbią na siebie sporadycznie, nie wygrażają sobie, nie rzucają przekleństw, nie są tak spięci za kierownicami jak Polacy.

Klimat miasta (Liverpool)

Liverpool bardzo mi się podobał. Stacjonowaliśmy w campusie sportowym w dzielnicy willowej, w której mieszkają zamożni ludzie (wynajmowane w niej są również domy dla zawodników Liverpoolu). Charakterystyczna architektura w dużej mierze podobnych do siebie budynków pięknie współgra z soczystą, zieloną trawą (Anglia ma podobno najlepsze warunki klimatyczne dla murawy). Odnośnie jednolitości zabudowy słyszałem opowieść (nigdzie jej nie zweryfikowałem), że mieszkańcy nie mogą wybudować na swojej działce co sobie zapragną tylko muszą poruszać się w obrębie kilkudziesięciu zatwierdzonych przez miasto stylów budynków. Nie uświadczyłem także budynków wielopiętrowych i gdybyśmy nie zajrzeli do centrum miasta wróciłbym do domu z przeświadczeniem, że takich budowli po prostu w Liverpoolu nie ma. W naszej dzielnicy (jak również w innych częściach miasta) nie widziałem powszechnych u nas dużych banerów reklamowych oraz ekranów ledowych.

IMG_20191129_125215.jpg

Centrum Liverpoolu zrobiło na mnie kolosalne wrażenie (była to prawdopodobnie także zasługa pogody, trafiliśmy na wspaniały, słoneczny dzień). Pięknie odrestaurowane doki czy nowoczesne centrum handlowe wkomponowane w zabytkową część miasta sprawiły, że naprawdę dobrze tam się czułem i chłonąłem wzrokiem każdy detal.

Odwiedzone przeze mnie miejsca w mieście Beatlesów były czyste, wysprzątane, a zieleń ogarnięta. Miastu(a raczej jego mieszkańcom) w którym żyję na co dzień, jeszcze trochę do tego poziomu brakuje.

IMG_20191129_143840_1.jpg

Ludzie

Podczas pobytu do czynienia miałem z: obsługą campusu, kierowcami oraz trenerami drużyn przeciwnych, osobami obsługującymi akademie oraz personelem wydającym nam posiłki. Opinia dotyczy więc tylko tych ludzi i nie wiem czy można ją zastosować do większości angielskiego społeczeństwa („Brytyjczycy tacy są”). Trzeba także zaznaczyć, że byliśmy ich klientami (zarabiali dzięki nam) więc to także mogło wypłynąć na nasze relacje.

Brytyjczycy bardzo poważnie podchodzą do zasad bezpieczeństwa (takie nasze BHP) więc pobyt w miejscu noclegu zaczyna się przedstawieniem rozkładu pomieszczeń, wyjść awaryjnych i zachowania w przypadku niespodziewanych sytuacji.

Na każdym kroku czułem pozytywną energię, sympatię i chęć pomocy. Wszystko o co prosiliśmy załatwiano. Nikt nie robił łaski, nie patrzył na nas krzywo, nie był zmęczony życiem. Nie pomylę się jeśli stwierdzę, że wszystkie osoby, z którymi wchodziłem w relacje były pogodne i biła od nich pozytywna energia.

Przedstawię Wam tutaj jeszcze cztery historie jakie zapadły mi w pamięć. Niech one same powiedzą coś o Anglikach.

Pierwsza: jedna osoba z naszej ekipy mówiła bardzo płynnie po angielsku, ale łamała wszelkie reguły gramatyczne, mieszała czasy itd. (zazdroszczę, to bardzo pozytywna cecha, brak blokady mówienia). Z tego też względu dokładnie obserwowałem reakcje Anglików na tę komunikację. Nie zauważyłem ani jednego momentu, żeby ktoś uśmiechnął się pod nosem, wyśmiewał czy komentował. Dla nich było ważne, że rozumieją. Nawet pytałem ich o to i nie widzieli w tym żadnego problemu. To taka wskazówka też dla tych z Was, którzy jadą za granicę i boją się mówić.

Druga: z kampusem, w którym mieszkaliśmy sąsiaduje szkoła. Gdy przyjechaliśmy z lotniska, młodzież akurat miała lekcje wychowania fizycznego. Po 4 dniach deszczu (informacja od kierowcy) uczniowie, w krótkich spodenkach grali w piłkę nożną na naturalnej murawie. Temperatura podczas mojego pobytu była podobna do tej w Polsce, a nawet trochę niższa. U nas praktycznie wszystkie lekcje wfu odbywały się już halach.   Widziałem małe dzieci w wózkach bez czapek, dorosłych w krótkich spodenkach i młodzież w rozpiętych kurtkach i mundrukach szkolnych.

Trzecia: dotycząca organizacji pracy i dbania o szczegóły. Poniżej widzicie poręcz w centrum handlowym (na zewnątrz). Na nią spadała woda z dachu. Przyszedł Pan, grzecznie nas przeprosił, bo opieraliśmy się o barierę i zepchnął wodę na ziemię specjalną ściągaczką. Wtedy zrobiłem to zdjęcie, żeby  Wam pokazać, bo wydało mi się to bardzo praktyczne  (swoją drogą nie zauważyłem tych kropli, oparłem się i miałem mokry rękaw co wywoływało u mnie poczucie dyskomfortu).

IMG_20191129_120631.jpg

To jednak nie koniec tej historii. Jakie było moje zdziwienie, kiedy Pan pojawił się drugi raz, ponownie nas przepraszając. Tym razem miał mopa z wiaderkiem na kółkach i ścierał z podłogi zrzuconą wcześniej wodę. Wow.

Czwarta: jeden z naszych zawodników wylał w stołówce studenckiej napój na posadzkę. Od razu pojawiły się panie wydające posiłki (w średnim wieku) i zajęły się rozwiązywaniem problemu (wytarciem na kolanach rozlanego picia), a nie ubolewaniem nad tym co się stało (u nas już się zaczynały takie dyskusje). Mało tego chłopiec, który to zrobił chciał pomóc, ścierając wylany płyn papierem. Panie grzecznie mu podziękowały i powiedziały, że one to zrobią same.

Anglia – kraj na opak.

Tutaj chciałbym Wam wymienić i opisać rzeczy, które w porównaniu do Polski wyglądają na opak lub co najmniej dziwnie, niepraktycznie.

Ruch lewostronny – każdy chyba wie, że w Anglii jeździ się lewej stronie. Miałem z tym duży problem, czułem się niepewnie przechodząc przez ulice i zazwyczaj oglądałem się w złą stronę. Trwało to do momentu kiedy przypomniałem sobie prostą zasadę, której uczy się dzieci: „jeśli przechodzisz przez jezdnię to spojrzyj najpierw w lewo, później w prawo i jeszcze raz w lewo”. Wystarczyło, że zamieniłem ją na prawo – lewo- prawo i pozbyłem się kłopotu 🙂

Gniazdka elektryczne  i wtyczki – znowu bezpieczeństwo. Trzeci bolec wtyczki odpowiada za uziemienie. Aby włączyć coś naszego do prądu trzeba mieć odpowiednią przejściówkę (można też poradzić sobie bez niej, ale jest to ryzykowne). Nie uświadczycie też gniazdek w łazience. Każde miejsce do wetknięcie wtyczki posiada wyłącznik bezpieczeństwa. Nieprzyzwyczajony wtykałem ładowarkę, a po jakimś czasie orientowałem się, że gniazdko jest wyłączone.

Dwa krany – Anglicy mają oddzielne krany do ciepłej i zimnej wody. Wypłukanie zębów było dla mnie nie lada zagadką. Najpierw nabierałem do buzi wodę zimną, a później gorącą. Bolało. Krany były na przyciski i wyłączały się w różnym czasie. Bardzo niepraktyczne rozwiązanie.

46520731_1767530156703215_3701348308262846464_o.jpg

Odwrócone przystanki – plecy przystanku skierowane były w kierunku jezdni, być może po to, aby chronić oczekujących przed błotem i wodą. Widziałem też klasyczne ustawienie poczekalni dla pasażerów.

IMG_20191129_164535

Klamki w spłuczkach – u nas występują przyciski, tam spuszcza się wodę w sedesach naciskając klamkę, tak jak byśmy wchodzili do pomieszczenia. Było to dla mnie, dziwne ale wygodne.
Jeśli interesują Was inne przykłady „nienormalności” w Anglii, z łatwością znajdziecie je w internecie.

Jedzenie

Tosty, fasolka, smażone potrawy z ziemniaków, kiełbaski, jajka sadzone. Do tego herbata z mlekiem. Tak w skrócie wygląda English breakfast.

IMG_20191129_100355.jpg

Część druga

Doszliśmy do dania głównego dzisiejszego wpisu, czyli tego co było głównym celem podróży na Wyspy Brytyjskie. Mieliśmy zakontraktowane 3 gry sparingowe: Sheffield United, Everton FC i Liverpool FC. Zabraliśmy ze sobą dwie drużyny, roczniki: 2005/2006 i 2009 (za który ja byłem odpowiedzialny).

 

Infrastruktura

Chciałbym przypomnieć, że mówimy o akademiach klubów, które występują w angielskiej ekstraklasie czyli jest to poziom najwyższy z możliwych. Miejsca te są dosyć pilnie strzeżonymi ośrodkami, ze szlabanami i armią stewardów z krótkofalówkami pilnujących porządku. Wszyscy uprzejmi, pogodni, można zamieć z każdym dwa zdania, pożartować.

Nikt nieproszony nie ma wstępu do budynku klubowego, którego zawsze ktoś pilnuje. Gdy już tam jesteś to czujesz, że nie możesz chodzić gdzie chcesz. Najczęściej czas przed meczem, zanim weszliśmy do szatni, spędzaliśmy w kantynie, którą każdy klub posiada. W Evertonie i Liverpoolu zabronione było nagrywanie (zwłaszcza meczów). Jednak poniżej możecie obejrzeć filmik z szatni Evertonu. Są one skromne i zawierają tylko niezbędne minimum potrzebne zawodnikowi: wieszaki, prysznice, sedes i umywalki. To samo było w innych miejscach (Liverpoolu czy w poprzednim roku w Manechesterze).

W budynku Everotnu buty zakładało się przed wyjściem, w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu.

Cała magia zaczyna się, gdy wyjdziemy z budynku klubowego w kierunku boisk treningowych. W Anglii wygląda to tak, że kluby zazwyczaj posiadają halę i 1-2 oświetlone boiska ze sztuczną nawierzchnią oraz nawet do kilkunastu nieoświetlonych placów do gry (do 7mek, 9tek, 11tek) z nawierzchnią naturalną. Nie mogłem się nadziwić jak można utrzymywać tak wielkie połacie trawy użytkując je regularnie w tak perfekcyjnym staniem. Murawa była jednorodna, idealnie przystrzyżona, bez wygnieceń nawet pod bramkami. Przechodząc obok boisk miało się wrażenie, że patrzy się na nawierzchnię sztuczną. Tak to wyglądało:

W akademii Liverpoolu znalazłem także Puchar Ligi Mistrzów. Czy jego ustawienie w korytarzu, którym przechodzą młodzi zawodnicy jest przypadkowe????IMG_20191201_133637_1.jpg

W Sheffield było widać, że jest to jednak bardziej prowincjonalny klub w porównaniu do Evertonu i Liverpoolu. Nie mieliśmy okazji, aby zobaczyć cały teren akademii, ale ośrodek obejrzałem na satelicie google maps. 4 płyty naturalne, 1 sztuczna i hala z taką samą nawierzchnią (w której graliśmy).

Zachowanie trenerów i rodziców podczas meczów.

Nie odniosłem wrażenia, żeby trenerom zależało jakoś szczególnie na wyniku spotkań. Obserwowali mecz z spokojem, byli aktywni, udzielali wskazówek, ale nie przypominało to sterowania zawodnikami. Nie było mowy o niekontrolowanych emocjach, krzykach, negatywnej mowie ciała, irytacji. W Evertonie nie dojechał sędzia i trener przeciwników przejął rolę arbitra. Nie było problemem dla niego zaliczyć nam bramkę ze spalonego, gdy jego zespół wygrywał 1:0.

Rodzice byli spokojni. Nie wiem czy wynikało to z zasad panujących w akademii czy po prostu sami z siebie tacy byli. Owszem, gdy piłka przelatywała blisko naszej bramki ekscytowali się, zagrzewali także dzieciaki lekko do gry i walki, ale nic więcej od nich nie wychodziło. Z relacji osób oglądających mecz starszej drużyny w Liverpoolu wiem, że rodzice próbowali wpłynąć na decyzje sędziego. Nie dopytałem jednak co dokładnie się tam działo. Na moim facebooku Trenera okiem pod jednym z postów z wyjazdu pojawiła się taka oto wypowiedź mamy zawodnika, który trenuje w WB:

Screenshot_2019-12-18 Trenera okiem - Zdjęcia.png

Wcale on mnie nie dziwi (w Hiszpanii również doświadczyłem tego problemu) i może być odpowiedzią na moje wątpliwości co do zachowania rodziców z początku tego akapitu.

Rozgrzewki drużyn angielskich

Angielskie zespoły U11 przeprowadzały rozgrzewki krótkie. proste, większości z piłkami. Ruchy bez piłki były ograniczone do minimum. Gry falowe 3v3, uderzenia, ćwiczenia z prowadzeniem piłki. Maksymalnie 15 minut. Żadnej filozofii i doktoryzowania się.

Mecze

Moja drużyna rozegrała je w dwóch formułach. W Sheffield odbył się mini turniej, w którym wystąpiliśmy my, akademia Sheffield, talenty z Sheffield i prawdopodobnie ich zaprzyjaźniony klub. Każdy zespół wystawił 2 drużyny. Graliśmy na 3 boiskach każdy z każdym, 1 x 12 minut, 5v5 + bramkarze. Wynikowo było bardzo dobrze. Jeden mecz przegraliśmy, jeden zremisowaliśmy, resztę wygraliśmy. Jeśli chodzi o granie w piłkę, to zaprezentowaliśmy się naprawdę dobrze. Mimo małej przestrzeni do gry, nieźle budowaliśmy akcje, część zawodników była bardzo skuteczna indywidualnie i dzięki temu tworzyliśmy przewagi. Wszyscy się nagrali i zadowoleni wróciliśmy do hotelu. Był to idealny wstęp do dalszych gier.

Rywalizacja Evertonem przebiegała w formule normalnego meczu. Graliśmy 4 x 20 minut, 6v6 + bramkarze. Mój zespół wygrał 9:4 i mogę wypowiadać się tylko pozytywnie o naszej grze. Gdy dzieciaki poczuły, że nie taka „nazwa” straszna, zaczęły grać odważniej, podejmowały większe ryzyko i cieszyły się tym co robią. Mecz był wyrównany z naszą lekką przewagą. Gole strzelaliśmy po indywidualnych popisach, ale także wbijaliśmy piłkę do pustej bramki, po sprawnej wymianie podań.

Mecz z Liverpoolem odbył się w takiej samej formule jak w Evertonie jednak wyglądał odwrotnie. Oprócz pierwszej kwarty, którą zagraliśmy bardzo dobrze, wszystkie pozostałe były z lekkim wskazaniem na przeciwnika. Na styl naszej gry na pewno miały zmiany oraz rotacje na pozycjach. Wynik 6:4 dla nas.

Kultura gry mojego zespołu jak i przeciwników stała na wysokim poziomie. Nie wybieraliśmy najprostszych środków do osiągnięcia celu. Obie strony bez potrzeby nie używały górnych podań, gra toczyła się w większości po ziemi, ze sporą ilością pojedynków 1v1. Przyjemnie się to oglądało.

Książka „Projekt rodzic”

Moją książkę "Projekt rodzic, czyli jako wychować piłkarza" można już nabyć w regularnej sprzedaży tylko na mojej stronie internetowej. Kurier dostarczy paczkę do Twoich rąk w czasie 24-48 godzin od zamówienia.

Na 352 stronach książki rodzic dowie się jak postępować w procesie szkolenia, aby zwiększyć szanse dziecka na zostanie profesjonalnym zawodnikiem. To także ciekawa lektura dla trenera, aby spojrzeć na gracza od trochę innej strony. Książka wzbogacona kolorwymi ilustracjami i rysunkami, tabelami oraz filmikami (po zeskanowaniu qr kodu).

Kliknij tutaj i zamów swój egzemplarz

Dobre wyniki osiągnięte przez nas nie były przypadkowe ponieważ graliśmy 80 minut. Tak długi czas świetnie weryfikuje, czy jesteś w stanie rywalizować na danym poziomie. Jeśli jesteś dużo słabszy, to prędzej czy później nawet najlepiej ustawiona i broniona twierdza w końcu runie. Nie zostaliśmy zdominowani, a pojedyncze akcje i niektóre strzelane przez nas gole, mogły wywrzeć duże wrażenie na obserwatorach gier. Podejmowaliśmy ryzyko, graliśmy odważnie, a także ze względu na przewagę fizyczną przeciwnika, musieliśmy wykazać się większym sprytem. Momentami naprawdę nam to dobrze wychodziło. W drużynie miałem bardzo skutecznie grających w odbiorze dwóch obrońców, którzy również dobrze wprowadzali piłkę i tworzyli przewagę. Środkowy pomocnik świetnie panował nad piłką, był pewny siebie w pojedynkach 1v1, wybierał też dobre momenty do podań piłki do napastników lub skrzydłowych. Szczególnie dwóch z nich potrafiło skutecznie dryblować i być efektywnymi pod bramką przeciwnika. Nie mógłbym zapomnieć o poprawnie interweniujących bramkarzach, do których bez dużego ryzyka można było cofnąć piłkę.

Jednak pomimo tego rzucała się w oczy różnica w sprawności. Prawie wszyscy nasi przeciwnicy przerastali nas pod tym względem i gdybym jako postronny obserwator oglądał nasze mecze i miałbym powiedzieć kto w przyszłości zostanie profesjonalnym piłkarzem, to wskazałbym na zawodników angielskich drużyn. Szybka praca nóg, krótki kontakt stopy z podłożem, siła fizyczna, szybkość, zmiany kierunku poruszania się, panowanie nad piłką – tutaj ustępowaliśmy pola brytyjskim rówieśnikom.

Rocznik 2005/2006 wygrał mecz z Sheffield United(chyba 7:4) będąc zdecydowanie lepszą drużyną, a następnie doznał po dobrej grze dwóch porażek 2:1 z Evertonem i 5:2 z Liverpoolem.

Mecz Premier League  FC Burnley – Crystal Palace.

Wyjazd ten dał mi również kolejne niesamowite doświadczenie. Pierwszy raz w życiu miałem możliwość uczestniczenia jako kibic w meczu angielskiej ekstraklasy.

IMG_20191130_145447

Kilka istotnych według mnie spraw z tego wydarzenia.

  1. Stadion FC Burnley należy do najstarszych i najmniej praktycznych w lidze. Wejścia są klaustrofobiczne, bardzo wąskie i trzeba przeciskać się bokiem. Za nimi są zaraz kołowrotki. Jest tam naprawdę ciasno.
    IMG_20191130_143816_1.jpg
  2. Mecz rozgrywany był jedną piłką. Nie było chłopców do podawania futbolówek. Jeśli ona wylatywała, to czekano, aż wróci. Wbrew moim obawom odbywało się to sprawnie.
  3. Kibiców miejscowych od przyjezdnych odgradzała tylko alejka i znikoma ilość stewardów. Jeśli komuś urodziłaby się głupia myśl w głowie, to bez problemu mógłby ją zrealizować. Ogrodzeń brak, tylko bandy reklamowe.
  4. W barwach FC Burnley nie zauważyłem ani jednego ciemnoskórego zawodnika. Crystal Palace było zupełnym przeciwieństwem. Miasto robotnicze vs kosmopolityczna stolica.
  5. Prostota gry FC Burnley porażała. Długa piłka i walka w powietrzu – to ten styl. Crystal Palac zupełnie inaczej. Podania po ziemi, gra pozycyjna do czasu wykreowania Wilfredowi Zaha sytuacji 1v1. Było idealnie widać z jakim respektem podchodzą do niego gracze FC Burlney w obronie. Ekonomika jego działań wspaniała. To one regulował tempo gry, zwalniał albo przyspieszał akcje.
  6. Klimat meczu fajny choć jakiegoś ogromnego wrażenia na mnie nie wywarł. Wszystko czego doświadczyłem można znaleźć na polskich stadionach. Natomiast tylko kilka rzędów siedzeń dzieliło mnie od murawy i widziałem każdy napinający się mięsień u walczących zawodników.
  7. W przerwie meczu sporo osób śledziło wyniki (nie tylko Premier League, ale również 2 i 3 ligi) podawane na telewizorach w korytarzach pod trybunami.
  8. Alkohol był sprzedawany, ale nie widziałem żadnych oznak agresji oprócz przekleństw krzyczanych do piłkarzy drużyny gości.

Tak wyglądał mój pobyt w Anglii. Jestem niezmiernie wdzięczny Grzegorzowi Faberskiemu i Annie Jedlińskiej, że po raz drugi mi zaufali i zaprosili do projektu FFA PRO. Anglia oprócz piłki nożnej urzekła mnie wieloma opisanymi w tym tekście aspektami.Nie dziwię się Pepowi Guardioli, że bardzo chciał pracować na Wyspach Brytyjskich. Wyjazd ten był tym bardziej wartościowy, ponieważ prawdopodobnie po brexicie, zorganizowanie takiej podróży będzie dużo trudniejsze.

Jeśli ten artykuł Ci się podobał i znalazłeś/-aś w nim wartość, udostępnij go lub podziel się nim dalej. Nic nie motywuje do pisania kolejnych wpisów tak, jak dawanie dobrej jakościowo treści rozrastającemu się gronu czytelników bloga. Z góry za to dziękuję.

Dopisz się również do listy mailingowej (formularz znajduje się na górze strony, pod menu), aby dostawać ode mnie informacje choćby o nowych artykułach.

Jeśli znasz dobrze Anglię i chciałbyś/-ałabyś uzupełnić podane przeze mnie informacje (np. na temat społeczeństwa), to zrób to w komentarzu. Będzie on świetnym dodatkiem do niniejszej relacji.

Polecam Ci także inne moje wpisy:

Trener przeklina! Patologia! Na pewno?

Rozumienie gry w piłce nożnej

Najtrudniejszy zawód świata?

Rodzic kontra trener. Bitwa wszech czasów.

Raymond Verheijen „nokautuje” kurs wyrównawczy UEFA A

Get Free Email Updates!

Zapisz się teraz i otrzymuj wiadomość mailową, gdy dodam nowy artykuł!

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Podziel się z innymi

Dodaj komentarz